Naprawdę!!! Gdyby ktoś jeszcze kilka lat temu powiedział mi, że będę „czytać” książki w korku, na ruchliwej drodze krajowej, między jednym tirem a drugim, pewnie uniosłabym brwi znad papierowej powieści. A jednak – korzystam dziennie, zwłaszcza w czasie drogi do i z pracy. A że dojeżdżam daleko, to rozdziały powieści mkną jak kilometry. Czasem mam wrażenie, że bohaterowie dojeżdżają ze mną pod sam dom, wysiadają razem ze mną z auta i pytają, czy jutro też jedziemy tą samą trasą.
Audiobook to dla mnie też świetny sposób na niezbyt lubiane przeze mnie sprzątanie. Odkurzanie staje się mniej uciążliwe w doborowym towarzystwie bohaterów literackich. Kurz znika szybciej, kiedy w tle ktoś ratuje świat, rozwiązuje zagadkę albo przeżywa dramat sercowy. Nagle mop nie jest wrogiem, tylko rekwizytem w scenie akcji. Przyznaję bez bicia: słucham dużo. Chciałam napisać, że gdy gotuję też – ale nie gotuję. Dlatego zostawmy tę kulinarną fikcję literaturze.
Za to prasowanie? O, tu audiobook wchodzi cały na biało. Nawet prasowanie ubrań (w tym męskich koszul z bardzo wymagającego materiału), przestaje być próbą charakteru. Każde zagięcie znika łatwiej, gdy w słuchawkach toczy się intryga. Stos świeżo wypranych rzeczy maleje, a ja nawet nie wiem kiedy. Podobnie z innymi obowiązkami dnia codziennego – te wszystkie drobne, powtarzalne czynności nagle przestają być „stratą czasu”. Stają się rozdziałem.
Dodatkowym walorem (przeważnie) są interpretacje lektorów. To, jak wiele wnoszą, potrafi mnie zaskoczyć za każdym razem. Jeden akcent, pauza, przyciszony szept – i scena, którą w papierze czytałabym „po swojemu”, nagle nabiera nowego wymiaru. Czasem mam wrażenie, że dostaję nie tylko książkę, ale spektakl zamknięty w słuchawkach. I to taki, na który bilet kupuję jednym kliknięciem.
Dla mnie to doskonała alternatywa, choć pierwsze miejsce w literackiej części mojego serca zajmuje książka papierowa. Nic nie zastąpi zapachu stron i tego momentu, kiedy przewracam kartkę z lekkim dreszczem. Ale naprawdę – myślę, że spór o prymat pierwszeństwa między wydaniem papierowym, ebookiem i audiobookiem nie jest możliwy do rozstrzygnięcia. I po co w ogóle próbować? To trochę jak kłótnia o to, czy lepsza jest kawa w filiżance, kubku czy termosie. Najważniejsze, że działa.
Audiobooki mają swoje walory: pozwalają „czytać” wtedy, gdy ręce są zajęte, zamieniają korki na ruchliwej drodze krajowej w czas dla siebie, oswajają monotonię trasy i sprawiają, że nawet najdłuższa droga przestaje być stratą czasu. Dają swobodę – mogę zanurzyć się w historii i na chwilę przenieść gdzieś indziej (oczywiście nie za kierownicą 😉).
Dlatego tak, niech żyją audiobooki. Nie jako konkurencja dla papieru. Jako jego sprzymierzeniec. Jako cichy towarzysz moich kilometrów, odkurzonych podłóg, wyprasowanych ubrań, wypełnionych godzin oczekiwania i codziennych powrotów do domu. 💛

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz