Cóż napisać o książce, o której w ostatnich dniach napisano już chyba wszystko? Cóż napisać o książce, która spowodowała, że człowiek rozpada się na milion kawałków – nie dlatego, że autorka szuka łatwych wzruszeń, lecz dlatego, że dotyka samego rdzenia współczesnego doświadczenia. W obliczu takiej lektury recenzent staje wobec trudnego zadania: nie chodzi bowiem o powtórzenie tego, co już powiedziano, ani o popis stylistyczny, lecz o próbę odpowiedzialnego nazwania zjawiska, które książka ukazuje z niezwykłą przenikliwością.
Powieść „Hejterka” nie jest thrillerem. Nie buduje napięcia poprzez sensacyjną fabułę ani poprzez dramatyczne zwroty akcji. A jednak wprawia odbiorcę w stan najwyższego lęku. Lęku tym bardziej przejmującego, że nie wynika on z wyobrażonej katastrofy czy fantastycznej wizji świata, lecz z rzeczywistości aż nazbyt dobrze znanej. To powieść o współczesnym świecie – i to właśnie jest w niej najbardziej przerażające.
Nie trzeba kreować nieistniejących krain, w których toczy się- jak w Narnii- wielka walka dobra ze złem. Nie trzeba budować symbolicznych królestw ani wyprowadzać bohaterów poza granice codzienności. Nasz świat w zupełności wystarczy. Nasz – a więc świat stworzony przez nas samych, przez współczesnych ludzi, przez system relacji, który zbudowaliśmy i w którym coraz trudniej odnaleźć bezpieczną przestrzeń.
To właśnie w tej rzeczywistości umieszcza swoją historię Natasza Socha. Nie w świecie wyjątkowym, lecz w świecie zwyczajnym. Nie wśród bohaterów obdarzonych niezwykłymi zdolnościami, lecz wśród ludzi, których można spotkać każdego dnia. Ta zwyczajność jest tu jednak tylko pozorem spokoju. Pod jej powierzchnią pulsuje bowiem napięcie, które w pewnym momencie musi znaleźć ujście.
Zwyczajność jako punkt wyjścia
Poznajemy Helenę – Helę. Z pozoru niczym się nie wyróżnia. Jest normalną nastolatką. Żyje jak jej rówieśnicy, ubiera się jak oni, chodzi do szkoły, ma marzenia i plany na przyszłość. W jej codzienności nie ma nic spektakularnego. To życie podobne do życia milionów młodych ludzi.
Jednak w tej zwyczajności kryje się coś, co subtelnie odróżnia ją od otoczenia. Hela jest osobą wrażliwą. Posiada zmysł artystyczny, a jej sposób postrzegania świata nosi wyraźne znamiona wrażliwości malarskiej. Dostrzega w zwykłych rzeczach coś, co dla innych pozostaje niewidoczne. Patrzy na rzeczywistość w sposób uważny, skupiony, niemal kontemplacyjny.
Ta cecha nie jest w powieści jedynie dodatkiem do charakterystyki bohaterki. Staje się ona jednym z kluczowych elementów jej losu. Wrażliwość bowiem nie tylko wzbogaca ludzkie doświadczenie, lecz także czyni człowieka bardziej podatnym na zranienie. Osoba wrażliwa odbiera świat intensywniej, głębiej, a zarazem boleśniej.
Hela posiada jeszcze jeden ważny atut: rodzinę. Nie jest to rodzina spektakularna, która imponuje bogactwem czy społecznym prestiżem. Nie ma tu basenów, luksusowych samochodów ani zakupów za miliony. Jest natomiast coś znacznie cenniejszego: codzienna obecność. Matka, która lubi gotować. Ojciec, który lubi żartować – choć z marnym skutkiem. Wspólne kolacje. Rozmowy przy stole. Dyskusje o sprawach błahych i ważnych. Zwyczajne zakupy. Czas spędzony razem. To wszystko wydaje się drobiazgiem. A jednak w perspektywie powieści staje się czymś ogromnie ważnym. Bo właśnie ta zwyczajność buduje poczucie bezpieczeństwa. Tworzy przestrzeń, w której człowiek może wzrastać.
Hela ma także przyjaciółkę, z którą śmieje się z rzeczy pozornie nieważnych, układa puzzle, dzieli drobne radości codzienności. Nie są to wydarzenia nadzwyczajne, lecz to one właśnie składają się na tkankę życia.
I właśnie ta zwyczajność staje się jej największym przekleństwem.
Zawiść jako siła niszcząca
W powieści Nataszy Sochy niezwykle wyraźnie ujawnia się pewien mechanizm społeczny: paradoksalna nienawiść wobec zwyczajności.
Życie Heli – spokojne, stabilne, pozbawione dramatów – budzi w niektórych osobach niechęć. To, co dla niej jest naturalnym środowiskiem, dla innych staje się powodem frustracji. Jej codzienność uruchamia spiralę zazdrości.
Tu pojawia się druga ważna postać powieści: Anka. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to ona jest osobą uprzywilejowaną. Posiada popularność. Zajmuje wysoką pozycję w grupie rówieśniczej. Jest atrakcyjna, pewna siebie, otoczona zainteresowaniem. A jednak to wszystko nie daje jej tego, czego naprawdę potrzebuje.
Popularność nie zastępuje poczucia bezpieczeństwa. Pozycja w grupie nie gwarantuje prawdziwej przynależności. Zewnętrzne sukcesy nie wypełniają pustki emocjonalnej. Właśnie ta pustka staje się źródłem nienawiści.
Anka patrzy na Helenę i widzi w niej kogoś, kto – w jej przekonaniu – ma zbyt wiele. Kogoś, kto jest nijaki, a jednak posiada coś niezwykle ważnego: stabilność emocjonalną, rodzinę, naturalność.
Z tej sprzeczności rodzi się gniew.
Mechanizm hejtu
Anka nie działa impulsywnie. Jej działania mają charakter przemyślany. Knuję misterną intrygę, wykorzystując swoje zdolności przywódcze. Potrafi wpływać na innych, kierować emocjami grupy, wyznaczać jej kierunek.
Ona mówi – inni robią. To zdanie doskonale oddaje mechanizm społeczny, który powieść ukazuje z dużą przenikliwością. W grupie rówieśniczej bardzo często pojawia się osoba inicjująca działania, natomiast reszta uczestników przejmuje rolę wykonawców. Odpowiedzialność rozmywa się w zbiorowości.
Hejt rusza. Najpierw powoli. Potem coraz szybciej. Rozpędza się jak kula śnieżna. Nabiera prędkości, siły i zasięgu. Niszczy wszystko na swojej drodze.
W tym miejscu powieść dotyka jednego z najważniejszych problemów współczesności: cyberprzemocy.
Rówieśnicy Heli dysponują narzędziem, które zmienia charakter przemocy. Jest nim telefon z dostępem do internetu. W ich rękach staje się on bronią o ogromnej sile oddziaływania. Dzięki niemu mogą tworzyć alternatywną rzeczywistość. Preparować informacje. Generować fake newsy. Rozpowszechniać je bez umiaru i bez zahamowań.
Cyberprzemoc nie zna granic. Nie ma w niej miejsca na refleksję ani na odpowiedzialność. Nie oszczędza nikogo. Nie bierze jeńców.
Samotność w tłumie
Helena zaczyna doświadczać czegoś, co można określić jako głębokie wyalienowanie. Żyje wśród ludzi, lecz jest sama. Nie rozumie mechanizmów, które ją otaczają. Nie zna przyczyny nienawiści. Nie potrafi znaleźć logicznego wyjaśnienia dla wydarzeń, które nagle zaczynają dominować w jej życiu. Każdy kolejny dzień przynosi nowy atak. Każde kolejne słowo, zdjęcie czy komentarz staje się elementem destrukcyjnej narracji. W pewnym momencie bohaterka zaczyna mieć wrażenie, że funkcjonuje w dwóch rzeczywistościach jednocześnie. Jedna jest rzeczywistością codzienności: szkoły, domu, rozmów z rodzicami. Druga – rzeczywistością internetowej nagonki, która rozlewa się poza granice ekranu i zaczyna przenikać do życia realnego. To właśnie ten moment jest jednym z najbardziej przejmujących elementów powieści. Pokazuje on bowiem, jak łatwo ulega zatarciu granica między światem wirtualnym, a światem realnym.
Bezradność dorosłych
Jednym z najważniejszych wątków powieści jest reakcja dorosłych. Rodzice, nauczyciele, opiekunowie – wszyscy oni próbują zrozumieć sytuację. Jednak bardzo często okazuje się, że ich narzędzia interpretacyjne pochodzą z innej epoki. Myślą kategoriami sprzed dekady. Nie potrafią odnaleźć się w rzeczywistości mediów społecznościowych. Nie rozumieją dynamiki internetowych konfliktów. Ich argumenty nie trafiają do młodzieży, która funkcjonuje w zupełnie innym systemie komunikacji.
To nie jest jedynie problem technologiczny. To także świadectwo głębszego zjawiska: kryzysu autorytetów.
Dorośli coraz częściej tracą zdolność wpływania na młode pokolenie. Nie dlatego, że brakuje im dobrej woli, lecz dlatego, że rzeczywistość zmienia się szybciej niż ich kompetencje.
Rodzice Heli
Na tle tej ogólnej bezradności szczególnie ważną rolę odgrywają rodzice Heli. Nie są oni bohaterami idealnymi. Nie posiadają gotowych rozwiązań. Często sami czują się zagubieni. Jednak robią coś niezwykle ważnego: są obecni. Poruszają niebo i ziemię, aby pomóc córce. Szukają wsparcia, próbują zrozumieć sytuację, reagują na kolejne wydarzenia. Ich działania nie zawsze przynoszą natychmiastowy efekt. Jednak sama obecność rodziców okazuje się jednym z najważniejszych elementów ochronnych.
W świecie, w którym tak wiele relacji ulega rozpadowi, obecność drugiego człowieka nabiera szczególnego znaczenia.
Kogo niszczy hejt?
Powieść stawia pytanie fundamentalne: kogo niszczy hejt? Odpowiedź wydaje się oczywista: ofiarę. To ona doświadcza upokorzenia, izolacji, lęku. To jej życie zostaje wystawione na publiczne osądzenie. Jednak powieść sugeruje, że sprawa jest bardziej złożona. Czasami bowiem oprawca staje się własną ofiarą. Nienawiść, którą kieruje wobec innych, zaczyna stopniowo niszczyć również jego samego. Zamiast przynieść poczucie siły, prowadzi do pogłębienia wewnętrznej pustki.
W tym sensie hejt jest zjawiskiem autodestrukcyjnym. Niszczy nie tylko tych, przeciw którym jest skierowany, lecz także tych, którzy go generują.
Studium zachowań
Jedną z największych zalet powieści jest jej wartość analityczna. Autorka nie ogranicza się do przedstawienia dramatycznej historii. Tworzy również bardzo przekonujące studium zachowań społecznych.
Powieść pokazuje mechanizmy działania grupy, dynamikę konfliktu oraz proces stopniowej eskalacji agresji. Szczególnie interesujący jest sposób, w jaki autorka ukazuje funkcjonowanie zbiorowości młodych ludzi poddanych wpływowi jednostki dominującej.
Nie mamy tu do czynienia wyłącznie z biernymi obserwatorami przemocy. Znacznie częściej pojawia się zjawisko bardziej złożone i zarazem bardziej niepokojące: grupa nastolatków, która pierwotnie pozostawała wobec ofiary obojętna, zostaje stopniowo wciągnięta w mechanizm nienawiści. Dzieje się tak nie dlatego, że wszyscy odczuwają wobec niej rzeczywistą wrogość, lecz dlatego, że ulegają wpływowi osoby posiadającej dominującą pozycję w grupie.
Jednostka o silnej osobowości, obdarzona zdolnościami przywódczymi, potrafi narzucić interpretację wydarzeń i wyznaczyć kierunek zbiorowych emocji. Wówczas pozostali uczestnicy relacji społecznej zaczynają działać nie tyle zgodnie z własnymi przekonaniami, ile zgodnie z logiką grupowego przetrwania. Pojawia się lęk przed utratą pozycji, przed wykluczeniem, przed znalezieniem się po niewłaściwej stronie konfliktu.
W takich warunkach mechanizm manipulacji działa wyjątkowo skutecznie. Nastolatkowie, którzy wcześniej nie mieli wobec ofiary żadnych negatywnych odczuć, zaczynają powtarzać cudze oskarżenia, udostępniać obraźliwe treści, uczestniczyć w zbiorowym ataku. Nie dlatego, że sami są jego inicjatorami, lecz dlatego, że obawiają się konsekwencji sprzeciwu.
W ten sposób przemoc przestaje być działaniem jednostki, a staje się zjawiskiem zbiorowym. Odpowiedzialność rozprasza się w tłumie, a spirala nienawiści nabiera rozpędu, którego nikt nie potrafi już zatrzymać.
Świadectwo epoki
Powieść „Hejterka” można czytać nie tylko jako historię jednostki, lecz także jako dokument pewnego momentu historycznego. Jest to świadectwo epoki, w której komunikacja międzyludzka została w ogromnym stopniu przeniesiona do przestrzeni cyfrowej. Epoki, w której słowo pisane w internecie potrafi mieć większą siłę niż bezpośrednia rozmowa. Niestety jest to świadectwo raczej ponure. Pokazuje bowiem, że technologia, która miała łączyć ludzi, bardzo często staje się narzędziem ich wzajemnego niszczenia.
Moralny wydźwięk powieści
Nie ulega wątpliwości, że książka Nataszy Sochy posiada bardzo silny wydźwięk moralny. Nie jest to jednak moralizatorstwo w prostym sensie. Autorka nie narzuca czytelnikowi gotowych ocen. Raczej stawia go wobec sytuacji, które zmuszają do refleksji. Po lekturze trudno pozostać obojętnym.
Lektura tej powieści prowokuje również do namysłu nad społeczną reakcją na zjawisko hejtu i cyberprzemocy. O problemie mówi się dziś wiele. Powszechnie powtarza się, że hejt istnieje i że jest zjawiskiem szkodliwym. Na tym jednak bardzo często refleksja się kończy. Znacznie rzadziej pojawia się poważna rozmowa o tym, jak zachować się w sytuacji, gdy jesteśmy świadkami przemocy, gdy dotyka ona bezpośrednio nas samych albo naszych bliskich.
Świadomość problemu nie zawsze przekłada się na realne strategie działania. Tymczasem właśnie ich najbardziej brakuje. Kilka programów profilaktycznych, opatrzonych ministerialnym podpisem, nie rozwiązuje sprawy. Dokumenty, hasła i deklaracje nie są w stanie zastąpić realnego przygotowania ludzi do reagowania na przemoc, która rozgrywa się na ich oczach.
Dlatego powieść Nataszy Sochy ma tak duże znaczenie. Zmusza bowiem czytelnika nie tylko do uznania istnienia problemu, lecz także do postawienia trudnego pytania o własną odpowiedzialność i o to, czy potrafimy zrobić coś więcej niż jedynie nazwać zło po imieniu. O to, czy w sytuacji przemocy umiemy zareagować. Czy nie należymy do tych, którzy wolą odwrócić wzrok. Bo właśnie taki mechanizm pojawia się w rzeczywistości społecznej bardzo często. Widzimy nadchodzącą falę nienawiści. A jednak staramy się wtopić w uciekający tłum. Wspiąć się na najwyższe drzewo, by tsunami nas nie porwało. Uchronić siebie kosztem innych. Pozostaje jednak pytanie: kto poda rękę temu, który biegnie na końcu?
Siła emocjonalna
Nie sposób pominąć również ogromnego ładunku emocjonalnego tej powieści. Autorka potrafi prowadzić narrację w sposób, który angażuje czytelnika nie tylko intelektualnie, lecz także emocjonalnie. Czytelnik nie obserwuje wydarzeń z bezpiecznego dystansu. Zostaje w nie wciągnięty. Wraz z bohaterką doświadcza napięcia, niepewności i lęku. Ten emocjonalny wymiar nie jest jednak celem samym w sobie. Służy on raczej temu, by czytelnik mógł głębiej zrozumieć dramat sytuacji.
Książka konieczna
Na końcu pozostaje pytanie o znaczenie tej powieści. Można powiedzieć bez przesady, że jest to książka konieczna. Powinni ją przeczytać młodzi ludzie, którzy na co dzień funkcjonują w świecie mediów społecznościowych. Powinni ją przeczytać także dorośli, którzy próbują zrozumieć rzeczywistość swoich dzieci. Najlepiej czytać ją uważnie. Ze znacznikami pod ręką. Zatrzymując się przy ważnych fragmentach, które zmuszają do refleksji. Bo jeśli nie będziemy nazywać zła, ono będzie powracać. Jeśli nie będziemy rozumieć mechanizmów nienawiści, będziemy je nieświadomie powtarzać. Powieść „Hejterka” przypomina o tym w sposób niezwykle mocny. I właśnie dlatego jest to książka, której nie można zignorować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz