środa, 4 marca 2026

Między cieniem a przepaścią. O konstrukcji winy i pamięci w „W cieniu Babiej Góry” Ireny Małysy

Powieść kryminalna osadzona w konkretnej topografii zawsze niesie ze sobą podwójne zobowiązanie: musi przekonująco poprowadzić intrygę oraz nadać przestrzeni znaczenie wykraczające poza funkcję dekoracyjną. W przypadku „W cieniu Babiej Góry” Ireny Małysy (wyd. Mova) przestrzeń nie jest jedynie tłem wydarzeń, lecz aktywnym uczestnikiem fabuły. Beskidy – z ich surowością, zmiennością pogody i wymagającymi szlakami – stają się metaforą świata przedstawionego: świata, w którym każdy krok może prowadzić ku odkryciu, ale też ku przepaści. 


Autorka rozpoczyna swój cykl od wyrazistego wprowadzenia głównej bohaterki. Baśka Zajda, policjantka powracająca do rodzinnej Zawoi po nieudanym epizodzie zawodowym w Krakowie, nie jest figurą triumfalnego powrotu. Jej powrót ma charakter defensywny. W Krakowie pracowała jako funkcjonariuszka policji, jednak zabójstwo partnera, którego sprawca nigdy nie został skazany – na trwałe ją naznaczyła. Śledztwo nie zakończyło się jednoznacznym rozstrzygnięciem, a nierozliczona zbrodnia ciąży nad nią jak nisko zawieszona chmura nad granią. Ta trauma nie zostaje potraktowana jako jednorazowy epizod biograficzny, lecz jako fundament psychologicznej konstrukcji postaci.

Baśka wraca do Zawoi, miejsca, w którym wszystko wydaje się bliższe i bardziej przejrzyste, a zarazem bardziej uwikłane. W małej społeczności pamięć nie wygasa szybko – krąży między ludźmi, utrwala się w opowieściach i potrafi przetrwać całe pokolenia, a relacje nie podlegają łatwemu zerwaniu. Zawoja, Markowe Szczawiny, Polica – to nie są nazwy użyte dla geograficznej wiarygodności, lecz elementy mapy mentalnej bohaterów. Babia Góra, najsłynniejszy i najbardziej wymagający szczyt Beskidów, symbolizuje tu zarówno fizyczne wyzwanie, jak i moralny ciężar decyzji.

Wydarzeniem inicjującym współczesną warstwę fabularną jest wyprawa „Baby na Babią”. Z pozoru niewinny wypad grupy kobiet w góry szybko ujawnia sieć napięć towarzyskich i emocjonalnych. Wśród uczestniczek znajduje się Iza – córka posła, przyszła synowa lokalnego biznesmena. Jej planowane małżeństwo ma wymiar nie tylko prywatny, lecz także symboliczny: łączy wpływy polityczne z ekonomicznymi. W tej konfiguracji pojawia się Artur – dawny chłopak Izy i niespełniona miłość Baśki. Relacje między nimi są napięte, niedopowiedziane, obciążone historią.

Morderstwo, do którego dochodzi pod Babią Górą, ma charakter wstrząsu tektonicznego. Nie jest to zbrodnia „lokalna” w znaczeniu zasięgu oddziaływania. Informacja rozchodzi się błyskawicznie, przyciąga uwagę mediów, prywatnych detektywów, osób poszukujących sensacji. Autorka trafnie oddaje mechanizm medialnej amplifikacji: tragedia jednostki zostaje przekształcona w publiczny spektakl. W tej sytuacji Baśka prowadzi śledztwo pod presją nie tylko przełożonych, lecz także opinii publicznej. Każde jej działanie może zostać poddane ocenie, każda decyzja – zakwestionowana.

Konstrukcja powieści opiera się na dwóch wyraźnych planach czasowych. Współczesne śledztwo splata się z retrospekcją sięgającą kwietnia 1969 roku, kiedy na północnym stoku Policy rozbił się samolot. Katastrofa lotnicza, w której zginęli wszyscy pasażerowie i członkowie załogi, stanowi historyczny punkt ciężkości narracji. Autorka rekonstruuje losy rodziny Andrzeja Stanacha, pokazując, jak jedna decyzja jego ojca staje się początkiem wieloletniego fatum. W tej perspektywie katastrofa nie jest wyłącznie tragicznym zdarzeniem losowym, lecz momentem, który redefiniuje relacje rodzinne i społeczne.


Zestawienie obu płaszczyzn czasowych pełni funkcję nie tylko narracyjną, lecz także interpretacyjną. Przeszłość i teraźniejszość funkcjonują jak dwa stoki tej samej góry: z pozoru oddzielne, lecz połączone wspólnym masywem. Autorka sugeruje, że zbrodnie współczesne nie rodzą się w próżni; są efektem długiego procesu, którego korzenie sięgają wcześniejszych pokoleń. W tym sensie powieść podejmuje problem dziedziczenia winy i konsekwencji decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

Druga zbrodnia – odnalezienie poszatkowanych przez maszynę zwłok mężczyzny – intensyfikuje narrację. Jej brutalność kontrastuje z początkową, górską scenerią wyprawy kobiet. Pojawia się pytanie o powiązanie obu morderstw. Czy są elementem jednego planu? Czy łączy je wspólny motyw? Baśka próbuje uporządkować materiał dowodowy, jakby układała skomplikowaną mapę szlaków, z których każdy może prowadzić w inną stronę.

Warstwa proceduralna została przedstawiona w sposób wyważony. Policja wykonuje rzetelną pracę, a autorka unika nadmiernego epatowania detalami. Napięcie budowane jest raczej poprzez stopniowe odsłanianie zależności i motywacji niż poprzez gwałtowne zwroty akcji. W tym sensie „W cieniu Babiej Góry” wpisuje się w nurt kryminału psychologiczno-społecznego, w którym najważniejsze są relacje między ludźmi.

Szczególnie interesująco przedstawiona została góralska społeczność. Autorka nie idealizuje jej ani nie redukuje do folklorystycznego stereotypu. Pokazuje mentalność mieszkańców Zawoi – ich przywiązanie do ziemi, poczucie dumy, ale także kompleksy i ambicje. W tej społeczności obowiązuje wyraźna hierarchia. Sieć zależności, zarówno rodzinnych, jak i ekonomicznych, nie rwie się wraz z upływem czasu, lecz rozrasta, obejmując kolejne pokolenia. Ciemne interesy półświatka, lokalne układy, nieformalne zobowiązania – wszystko to tworzy strukturę, w której jednostka może łatwo zostać zmarginalizowana.

Baśka jako bohaterka jest osadzona w tej strukturze, a zarazem wobec niej zdystansowana. Powrót z Krakowa czyni ją kimś pomiędzy – ani w pełni „stąd”, ani całkowicie „z zewnątrz”. To pozycja niejednoznaczna, ale literacko nośna. Jej osobista przeszłość zaczyna coraz wyraźniej rezonować z prowadzonym śledztwem. Historia zdaje się zahaczać o jej własne doświadczenia, jakby granica między sprawą zawodową a życiem prywatnym była jedynie umowna.

W powieści wyraźnie wybrzmiewa przekonanie, że przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Wkracza w teraźniejszość w najmniej oczekiwanym momencie, często pod postacią konsekwencji dawnej decyzji. Jedna chwila słabości, jeden akt odwagi, jedno zaniechanie – wszystko to może determinować całe życie. Autorka nie formułuje moralizatorskich tez, lecz poprzez konstrukcję fabuły ukazuje, że nie istnieją wybory wolne od kosztów.

Na uwagę zasługują również portrety drugoplanowych postaci. Iza nie jest jedynie „córką posła” czy narzeczoną wpływowego mężczyzny. Jej ambicje i lęki zostały zarysowane w sposób przekonujący. Artur funkcjonuje jako figura niespełnionej przeszłości, ale nie zostaje zredukowany do roli romantycznego dodatku. Postacie te współtworzą gęstą sieć relacji, która stanowi jeden z najmocniejszych elementów powieści.

Styl Ireny Małysy jest oszczędny, lecz sugestywny. Opisy gór nie przybierają patetycznej formy; raczej oddają ich wymagający charakter. Babia Góra nie jest romantycznym symbolem wzniosłości, lecz realnym, trudnym szczytem. Podobnie skonstruowana jest intryga – wymaga od czytelnika uwagi, cierpliwości, gotowości do łączenia faktów.

„W cieniu Babiej Góry” realizuje wyznaczniki gatunku kryminalnego: zbrodnia, śledztwo, napięcie, rozwiązanie zagadki. Jednocześnie wykracza poza prostą intrygę, proponując refleksję nad mechanizmami społecznej pamięci i odpowiedzialności. To powieść o tym, że świat dla jednostki słabej, odciętej od korzeni, nie jest bezpieczny; że obowiązuje w nim prawo silniejszego, choć nie zawsze w oczywistej formie. 


Nie jest to kryminał oparty na efektownych efektach fabularnych. Jego siła tkwi w konsekwentnej konstrukcji, w równomiernie rozłożonym napięciu i w umiejętnym spleceniu dwóch planów czasowych. Jako pierwszy tom cyklu stanowi solidny fundament pod dalsze części. Otwiera wiele wątków, zapowiada rozwój postaci, pozostawia przestrzeń na pogłębienie relacji i konfliktów.

Ostatecznie „W cieniu Babiej Góry” można odczytać jako opowieść o cieniu – cieniu góry, przeszłości, decyzji. Cień nie zawsze oznacza mrok; bywa także przestrzenią, w której widać wyraźniej kontury rzeczywistości. Autorka pokazuje, że aby zrozumieć teraźniejszość, trzeba spojrzeć wstecz, nawet jeśli widok nie będzie komfortowy. To kryminał solidny, przemyślany, osadzony w konkretnej przestrzeni i społeczności, który z powodzeniem łączy intrygę z analizą psychologiczną i społeczną.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kiedy płonęły domy, oni ratowali słowa. O „Bibliotekarce z Warszawy” Marii Paszyńskiej

Już od pierwszych stron „Bibliotekarka z Warszawy” wciąga w świat przepełniony emocjami, bólem i dramatycznym pięknem ludzkiej determinacji....