czwartek, 25 czerwca 2026

Piszę, żeby nie zniknąć. Książki nie potrzebują recenzji. To ja potrzebuję książek.

 Istnieje cmentarz, którego nikt nie odwiedza. Nie ma na nim zniczy, kamiennych aniołów ani nazwisk wyrytych na granicie. Leżą tam wszystkie przeczytane książki, których już nie pamiętamy. Bohaterowie, którzy kiedyś nie pozwalali nam zasnąć. Cytaty podkreślane ołówkiem. Sceny, przy których płakaliśmy. Wielkie zachwyty, krótkie romanse z literaturą i obietnice, że „tej historii na pewno nigdy nie zapomnę”. 

Pamięć jest wyjątkowo złym bibliotekarzem.

Oddaje książki na niewłaściwe półki, gubi zakończenia, zamienia bohaterów miejscami i po kilku latach zostawia po lekturze jedynie kolor okładki albo nazwisko autora, które brzmi znajomo, choć nie wiadomo już dlaczego. Prowadzę bloga i bookstagrama właśnie dlatego, że nie ufam własnej pamięci. Piszę, bo wiem, że kiedyś zapomnę.

Niektórzy kolekcjonują znaczki, inni paragony z podróży. Ja zbieram ślady po przeczytanych książkach. Każdy tekst jest próbą zatrzymania czegoś, co i tak ucieka. Nie chodzi wyłącznie o fabułę. Fabułę można przeczytać na okładce albo w internetowym streszczeniu. Interesuje mnie to, co zostaje pod skórą: pytania, emocje, irytacje, zachwyty i wszystkie te momenty, kiedy literatura nagle okazuje się bardziej prawdziwa od rzeczywistości.

Blog nie jest dla mnie katalogiem książek.

Jest katalogiem własnych zmian.

Patrzę na teksty sprzed kilku lat i widzę czytelniczkę, której już właściwie nie ma. Zachwycała się czymś innym, złościła na inne rzeczy, szukała innych tematów. Kolejne recenzje stają się więc kroniką dojrzewania, prywatnym sejsmografem wrażliwości. Książki zapisują nie tylko historie autorów. Zapisują także historię czytelnika.

Pisanie pozwala mi wrócić do lektury po raz drugi. Rozebrać ją na części, sprawdzić, co działa, a co było wyłącznie literacką iluzją. Analizuję motywy, tropię symbole, przyglądam się konstrukcji bohaterów i językowi. Czasem odkrywam rzeczy, których podczas czytania nie zauważyłam. Innym razem z przerażeniem stwierdzam, że cesarz nie tylko jest nagi, ale jeszcze dostał nagrodę literacką.

Nie wierzę w obiektywne recenzje.

Literatura nie jest matematyką. Nikt nie wręcza odpowiedzi na końcu podręcznika. Książka zawsze trafia na konkretnego człowieka: z jego doświadczeniami, lękami, zachwytami i historią. Dlatego piszę subiektywnie. Nie po to, by wydawać wyroki, lecz by opowiedzieć o własnym spotkaniu z tekstem.

Interesuje mnie problematyka książek. To, jakie pytania stawiają światu. Jak opowiadają o samotności, śmierci, miłości, przemijaniu czy stracie. Literatura jest czasem bardzo eleganckim sposobem zadawania niewygodnych pytań. Autor podaje czytelnikowi filiżankę herbaty, po czym delikatnie wywraca mu świat do góry nogami.

Blog pozwala mi poznawać także samych pisarzy. Ich styl, język, rozwój i twórcze przemiany. Są autorzy, którzy dojrzewają wraz z kolejnymi książkami, i tacy, którzy od lat piszą tę samą powieść, jedynie zmieniając imiona bohaterów. Obserwowanie tego procesu jest fascynujące.

Prowadzenie konta książkowego to także uczestniczenie w życiu książek po ich premierze. Literatura nie kończy się przecież w drukarni. Ona dopiero wtedy zaczyna oddychać. Każda opinia, każda recenzja, każda rozmowa przedłuża jej życie.

Lubię myśleć, że czytelnicy tworzą drugi obieg literatury.

Cichszy od rynku wydawniczego, ale znacznie bardziej szczery.

Wymieniamy refleksje, spieramy się, zachwycamy i rozczarowujemy. Każda wiadomość, każdy komentarz i każda odmienna opinia są dla mnie wartością. Nie musimy zgadzać się ze sobą. Możemy się pięknie różnić. Możemy kochać książkę, której ktoś inny nie znosi. Możemy czytać ten sam tekst i wrócić z zupełnie innych podróży.

I właśnie to jest najpiękniejsze.

W świecie, który coraz częściej wymaga jednoznacznych odpowiedzi, literatura pozwala pozostać w przestrzeni pytań. Uczy niepewności, tolerancji i ciekawości.

Blog rozwija także mój własny gust czytelniczy. Pozwala obserwować, jak zmieniają się moje wybory, jakie gatunki odkrywam i jakie tematy zaczynają mnie interesować. Poszerza horyzonty, rozwija język i zmusza do uważności.

Pisanie stało się również formą higieny psychicznej.

Niektórym pomaga bieganie. Inni medytują. Ja piszę o książkach. Porządkuję myśli, emocje i doświadczenia. Czasem okazuje się, że recenzja jest bardziej opowieścią o mnie niż o samej lekturze.

To również rozwój osobisty. Bez wielkich haseł motywacyjnych i poradników obiecujących nową wersję człowieka w siedem dni. Literatura działa wolniej. Przypomina raczej deszcz, który latami drąży kamień.

Prowadzę bloga także dlatego, że jest to po prostu moja pasja. Hobby, które dawno przestało mieścić się wyłącznie na półkach. Stało się częścią codzienności.

A potem pojawili się ludzie.

Czytelnicy. Rozmówcy. Osoby, które również zaznaczają cytaty, płaczą nad fikcyjnymi bohaterami i kupują kolejne książki mimo dramatycznie przepełnionych regałów. Wspólnota ludzi czytających okazuje się jednym z najpiękniejszych skutków ubocznych prowadzenia bloga.

Oczywiście istnieje także ironiczna strona tego świata.

Kupowanie nowych książek, żeby odpocząć od książek już kupionych. Fotografowanie stosów lektur, na które brakuje czasu. Pisanie o czytaniu zamiast czytania. Obiecywanie sobie, że tym razem naprawdę niczego nie zamówię.

Czytelnik jest bowiem jedynym kolekcjonerem, który regularnie dokupuje sobie poczucie winy.

A mimo to nadal piszę.

Nie po to, by książki mnie zapamiętały. To niemożliwe.

Piszę po to, żeby one nie zniknęły we mnie.

Bo książki nie potrzebują recenzji.

To ja potrzebuję książek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przekroczyć Rubikon. Gdzie kończy się to, co znamy?

  Ile człowiek jest w stanie unieść, zanim jego dotychczasowy świat zacznie pękać? Co dzieje się z nami, kiedy wydarzenia z przeszłości nie ...