Istnieje cmentarz, którego nikt nie odwiedza. Nie ma na nim zniczy, kamiennych aniołów ani nazwisk wyrytych na granicie. Leżą tam wszystkie przeczytane książki, których już nie pamiętamy. Bohaterowie, którzy kiedyś nie pozwalali nam zasnąć. Cytaty podkreślane ołówkiem. Sceny, przy których płakaliśmy. Wielkie zachwyty, krótkie romanse z literaturą i obietnice, że „tej historii na pewno nigdy nie zapomnę”.
Pamięć jest wyjątkowo
złym bibliotekarzem.
Oddaje książki na
niewłaściwe półki, gubi zakończenia, zamienia bohaterów miejscami i po kilku
latach zostawia po lekturze jedynie kolor okładki albo nazwisko autora, które
brzmi znajomo, choć nie wiadomo już dlaczego. Prowadzę bloga i bookstagrama
właśnie dlatego, że nie ufam własnej pamięci. Piszę, bo wiem, że kiedyś
zapomnę.
Niektórzy kolekcjonują
znaczki, inni paragony z podróży. Ja zbieram ślady po przeczytanych książkach.
Każdy tekst jest próbą zatrzymania czegoś, co i tak ucieka. Nie chodzi
wyłącznie o fabułę. Fabułę można przeczytać na okładce albo w internetowym
streszczeniu. Interesuje mnie to, co zostaje pod skórą: pytania, emocje,
irytacje, zachwyty i wszystkie te momenty, kiedy literatura nagle okazuje się
bardziej prawdziwa od rzeczywistości.
Blog nie jest dla mnie
katalogiem książek.
Jest katalogiem własnych
zmian.
Patrzę na teksty sprzed
kilku lat i widzę czytelniczkę, której już właściwie nie ma. Zachwycała się
czymś innym, złościła na inne rzeczy, szukała innych tematów. Kolejne recenzje
stają się więc kroniką dojrzewania, prywatnym sejsmografem wrażliwości. Książki
zapisują nie tylko historie autorów. Zapisują także historię czytelnika.
Pisanie pozwala mi wrócić
do lektury po raz drugi. Rozebrać ją na części, sprawdzić, co działa, a co było
wyłącznie literacką iluzją. Analizuję motywy, tropię symbole, przyglądam się
konstrukcji bohaterów i językowi. Czasem odkrywam rzeczy, których podczas czytania
nie zauważyłam. Innym razem z przerażeniem stwierdzam, że cesarz nie tylko jest
nagi, ale jeszcze dostał nagrodę literacką.
Nie wierzę w obiektywne
recenzje.
Literatura nie jest
matematyką. Nikt nie wręcza odpowiedzi na końcu podręcznika. Książka zawsze
trafia na konkretnego człowieka: z jego doświadczeniami, lękami, zachwytami i
historią. Dlatego piszę subiektywnie. Nie po to, by wydawać wyroki, lecz by
opowiedzieć o własnym spotkaniu z tekstem.
Interesuje mnie problematyka książek. To, jakie pytania stawiają światu. Jak opowiadają o samotności, śmierci, miłości, przemijaniu czy stracie. Literatura jest czasem bardzo eleganckim sposobem zadawania niewygodnych pytań. Autor podaje czytelnikowi filiżankę herbaty, po czym delikatnie wywraca mu świat do góry nogami.
Blog pozwala mi poznawać
także samych pisarzy. Ich styl, język, rozwój i twórcze przemiany. Są autorzy,
którzy dojrzewają wraz z kolejnymi książkami, i tacy, którzy od lat piszą tę
samą powieść, jedynie zmieniając imiona bohaterów. Obserwowanie tego procesu
jest fascynujące.
Prowadzenie konta
książkowego to także uczestniczenie w życiu książek po ich premierze.
Literatura nie kończy się przecież w drukarni. Ona dopiero wtedy zaczyna
oddychać. Każda opinia, każda recenzja, każda rozmowa przedłuża jej życie.
Lubię myśleć, że
czytelnicy tworzą drugi obieg literatury.
Cichszy od rynku
wydawniczego, ale znacznie bardziej szczery.
Wymieniamy refleksje,
spieramy się, zachwycamy i rozczarowujemy. Każda wiadomość, każdy komentarz i
każda odmienna opinia są dla mnie wartością. Nie musimy zgadzać się ze sobą.
Możemy się pięknie różnić. Możemy kochać książkę, której ktoś inny nie znosi.
Możemy czytać ten sam tekst i wrócić z zupełnie innych podróży.
I właśnie to jest
najpiękniejsze.
W świecie, który coraz częściej
wymaga jednoznacznych odpowiedzi, literatura pozwala pozostać w przestrzeni
pytań. Uczy niepewności, tolerancji i ciekawości.
Blog rozwija także mój
własny gust czytelniczy. Pozwala obserwować, jak zmieniają się moje wybory,
jakie gatunki odkrywam i jakie tematy zaczynają mnie interesować. Poszerza
horyzonty, rozwija język i zmusza do uważności.
Pisanie stało się również
formą higieny psychicznej.
Niektórym pomaga
bieganie. Inni medytują. Ja piszę o książkach. Porządkuję myśli, emocje i
doświadczenia. Czasem okazuje się, że recenzja jest bardziej opowieścią o mnie
niż o samej lekturze.
To również rozwój
osobisty. Bez wielkich haseł motywacyjnych i poradników obiecujących nową
wersję człowieka w siedem dni. Literatura działa wolniej. Przypomina raczej
deszcz, który latami drąży kamień.
Prowadzę bloga także
dlatego, że jest to po prostu moja pasja. Hobby, które dawno przestało mieścić
się wyłącznie na półkach. Stało się częścią codzienności.
A potem pojawili się
ludzie.
Oczywiście istnieje także ironiczna strona tego świata.
Kupowanie nowych książek,
żeby odpocząć od książek już kupionych. Fotografowanie stosów lektur, na które
brakuje czasu. Pisanie o czytaniu zamiast czytania. Obiecywanie sobie, że tym
razem naprawdę niczego nie zamówię.
Czytelnik jest bowiem
jedynym kolekcjonerem, który regularnie dokupuje sobie poczucie winy.
A mimo to nadal piszę.
Nie po to, by książki
mnie zapamiętały. To niemożliwe.
Piszę po to, żeby one nie
zniknęły we mnie.
Bo książki nie potrzebują
recenzji.
To ja potrzebuję książek.

.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz