niedziela, 20 września 2026

Zbrodnia, która chce być odczytana. „Kopista” Anny Olszewskiej

 W „Kopiście” ciało to nie tylko dowód zbrodni. To istotny element scenografii. Ofiary zostają ułożone tak, aby przypominały pomniki, a sposób ich upozorowania prowadzi śledczych w stronę świata sztuki, teatru i literatury. Ktoś nie poprzestaje na odebraniu życia. Zostawia po sobie obraz, który trzeba odczytać. Ten zamysł autorki ukierunkowuje przebieg śledztwa. Aby schwytać mordercę, trzeba zrozumieć, co właściwie chce przekazać. 

Wokół tego zbudowana zostaje kryminalna intryga. Pojawiają się rodzinne tajemnice, teatralna scena, literackie tropy i bohaterowie, których przeszłość nie zawsze pozwala łatwo ocenić ich intencje. W centrum tej historii znajduje się Paweł Pikas, prokurator przeniesiony z Krakowa do Bydgoszczy, który szybko przekonuje się, że prowadzone przez niego śledztwo ma dla niego znacznie bardziej osobisty wymiar, niż mógł początkowo przypuszczać.

W tych okolicznościach wyrasta historia, w której świat zbrodni styka się ze środowiskiem artystycznym, teatrem i literaturą. Morderstwa mają określony klucz, a kolejne tropy prowadzą do ludzi, których przeszłość okazuje się równie frapująca jak ich teraźniejszość. Olszewska buduje intrygę z kilku elementów dobrze znanych kryminałowi, ale łączy je z motywem artystycznej inscenizacji. Rezultat jest nierówny, jednak wystarczająco interesujący, by utrzymać uwagę.

Jednym z bohaterów jest prokurator. Trudno pomylić go z typowym funkcjonariuszem wymiaru sprawiedliwości. Długie włosy podgolone po bokach, skórzany płaszcz i pierścienie na palcach tworzą wizerunek człowieka, który nie zamierza podporządkować się konwencji. Nie jest to jednak wyłącznie efektowna stylizacja. Bohater również w pracy korzysta z niekonwencjonalnych metod i niechętnie przyjmuje rozwiązania narzucone przez innych. Momentami jego charakterystyka może wydawać się przerysowana, ale dzięki temu pozostaje postacią łatwą do zapamiętania.

Znacznie ważniejsze od wyglądu okazują się jego prywatne doświadczenia. Żona prokuratora nie żyje, a jego córka Sara zaginęła. Kiedy ślady związane z jej zaginięciem prowadzą do Bydgoszczy, zawodowe śledztwo zaczyna niebezpiecznie łączyć się z osobistą tragedią. Prokurator nie może już zachować dystansu właściwego człowiekowi analizującemu cudzą sprawę, ponieważ w pewnym momencie staje się ona również jego sprawą. Poszukiwanie mordercy zaczyna splatać się z próbą odnalezienia córki, a presja czasu nabiera zupełnie innego znaczenia.

To jeden z ciekawszych aspektów powieści. Bohater musi działać jednocześnie jako przedstawiciel prawa i jako ojciec, który nie chce czekać na kolejne wydarzenia. Taki konflikt daje możliwość pokazania postaci od bardziej ludzkiej strony. Prokurator nie jest pozbawionym emocji specjalistą od rozwiązywania zagadek. Ma własne lęki, własną stratę i bardzo osobisty powód, żeby posuwać śledztwo naprzód. Jego determinacja bywa jednak także źródłem ryzyka.

Bydgoszcz jest miejscem, w którym przecinają się wszystkie najważniejsze tropy. To tutaj dochodzi do serii morderstw, tutaj bohater rozpoczyna pracę i tutaj pojawiają się ślady związane z jego córką. Miasto pozostaje jednak przede wszystkim przestrzenią wydarzeń, a nie samodzielnym bohaterem. Znacznie większe znaczenie ma środowisko, do którego prowadzi śledztwo – świat artystyczny, pełen dawnych relacji, tajemnic i niejasnych zależności.

Pod lupą śledczych znajduje się podstarzały aktor, a zainteresowanie nim szybko obejmuje również jego rodzinę. Historia tej rodziny naznaczona jest tragicznymi wydarzeniami, które mogą mieć znaczenie dla współczesnych wydarzeń. Przeszłość nie została tu potraktowana jako zamknięty rozdział. Wraca w najmniej oczekiwanym momencie i zmusza śledczych do sprawdzania, czy dawne wydarzenia nie pozostają w związku z tym, co dzieje się obecnie.

Postać aktora dobrze współgra z głównym motywem powieści. Człowiek, który przez całe życie zajmował się odgrywaniem ról, zostaje uwikłany w historię, w której trudno oddzielić prawdę od kreacji. W świecie teatru można stworzyć postać, ukryć własną tożsamość za rolą i przekonać publiczność do określonej wersji wydarzeń. W kryminale ta sama zasada może zostać wykorzystana znacznie bardziej niepokojąco. Śledczy muszą zastanawiać się, czy patrzą na prawdziwe oblicza bohaterów, czy na kolejne maski.

Ważną postacią jest Kornelia, córka aktora. Jej przeszłość jest niejednoznaczna i kontrowersyjna, a informacje na jej temat zmieniają sposób patrzenia na prowadzone dochodzenie. Nie jest ona jednak prostym elementem układanki.

Ciekawie wykorzystany zostaje także motyw amatorskiego przedstawienia. Obsada spektaklu pozwala zawęzić krąg osób, które mogą być związane ze sprawą, a teatr zaczyna funkcjonować jako coś więcej niż miejsce spotkania bohaterów. W powieści o morderstwach stylizowanych na obrazy i pomniki scena staje się naturalnym przedłużeniem całej koncepcji. Ktoś odgrywa swoją rolę, ktoś obserwuje, ktoś zna scenariusz, a ktoś inny próbuje go dopiero odczytać.

Szczególnego znaczenia nabiera informacja, że wśród osób związanych z przedstawieniem znajduje się Sara. Dla jej ojca jest to moment, którego nie może potraktować wyłącznie jako kolejnej wskazówki w dochodzeniu. Poszukiwanie córki zaczyna nabierać jeszcze większej pilności, a śledztwo staje się wyścigiem z czasem. Bez zdradzania dalszych wydarzeń można powiedzieć, że właśnie ten osobisty wymiar sprawy nadaje fabule dodatkową stawkę.

Najbardziej charakterystycznym elementem „Kopisty” pozostaje jednak sposób, w jaki przedstawione są morderstwa. Stylizowanie ciał na podobieństwo pomników sprawia, że każda zbrodnia staje się rodzajem inscenizacji. Morderca nie próbuje całkowicie zniknąć ze swojej historii. Pozostawia po sobie obraz, który ma zostać zauważony i prawdopodobnie zinterpretowany. To bardzo dobry punkt wyjścia dla kryminału, ponieważ wymusza na śledczych inny sposób myślenia. Nie wystarczy ustalić, jak doszło do zabójstwa. Trzeba także zastanowić się, co oznacza sposób, w jaki ofiara została pozostawiona.

Literacki klucz dodatkowo wzmacnia ten mechanizm. Zbrodnie zaczynają przypominać tekst, który trzeba rozszyfrować, a kolejne elementy mogą być fragmentami większej kompozycji. Dzięki temu czytelnik otrzymuje możliwość prowadzenia własnego śledztwa. Może przyglądać się bohaterom, analizować ich przeszłość i zastanawiać się, które informacje są istotne, a które mają jedynie odciągnąć uwagę.

I tutaj powieść pokazuje jednocześnie swoją siłę i słabość. Pomysł jest zdecydowanie ciekawszy niż część jego realizacji. Olszewska stworzyła intrygę, która daje możliwość zbudowania bardzo gęstego, wielowarstwowego kryminału, ale nie wszystkie elementy zostają wykorzystane z jednakową konsekwencją. Niektóre wątki poboczne zapowiadają więcej, niż później otrzymują. Pojawiają się historie, które budzą zainteresowanie i sugerują istotny związek z głównym nurtem, lecz ich rozwinięcie okazuje się ograniczone. Można odnieść wrażenie, że kilka pomysłów zostało rozpoczętych z dużym potencjałem, ale później zabrakło im miejsca lub zdecydowania.

Widoczna jest również pewna schematyczność. Ekscentryczny śledczy, osobista tragedia, seryjny morderca, podejrzane środowisko artystyczne, rodzinne sekrety i bohaterowie z niejednoznaczną przeszłością to składniki dobrze znane literaturze kryminalnej. Nie oznacza to, że nie można ich ponownie wykorzystać. Gatunek od dawna opiera się na rozpoznawalnych motywach. Liczy się sposób ich przetworzenia. W „Kopiście” najbardziej oryginalna okazuje się właśnie artystyczna forma zbrodni, natomiast część pozostałych elementów pozostaje bliżej klasycznych rozwiązań.

Na szczęście powieść nie próbuje nadrabiać tego nieustannym tempem. Akcja rozwija się stosunkowo spokojnie i daje czytelnikowi czas na obserwację postaci oraz kolejnych tropów. Nie każda scena ma przynosić nagły zwrot, a historia nie została zbudowana na ciągłym podkręcaniu emocji. To dobre rozwiązanie, szczególnie dla czytelników, którzy wolą kryminały rozwijające się stopniowo. Zdarzają się jednak momenty, w których spokojniejsze tempo nie prowadzi do wystarczającego pogłębienia któregoś z wątków i wtedy narracja może sprawiać wrażenie mniej zwartej.

Mocną stroną pozostaje atmosfera. Najbardziej zapadają w pamięć nie klasyczne elementy śledztwa, ale obrazy związane ze sposobem upozorowania ofiar. Jest w nich coś teatralnego i niepokojącego. Morderca tworzy scenografię, a śledczy próbują zrozumieć jej znaczenie. Ten motyw nadaje powieści własny ton i sprawia, że „Kopista” nie jest kolejną historią o seryjnym zabójcy.

Interesująco wypada również zestawienie świata sztuki ze światem śledztwa. Aktorzy są przyzwyczajeni do odgrywania ról, natomiast prokurator próbuje ustalić, co znajduje się pod kolejnymi maskami. Literatura dostarcza tropów, teatr tworzy przestrzeń, a zbrodnia staje się przedstawieniem. Ten układ jest zdecydowanie najciekawszą częścią powieści i można żałować, że autorka nie zdecydowała się jeszcze mocniej go wykorzystać.

Nie zmienia to faktu, że „Kopista” potrafi zainteresować. Ma wyrazistego głównego bohatera, intrygujący sposób konstruowania miejsc zbrodni i osobisty wątek związany z poszukiwaniem Sary. Ma również rodzinne tajemnice oraz postacie, których nie da się łatwo ocenić. Nie wszystkie elementy są równie mocne, ale główna zagadka posiada wystarczający potencjał, aby utrzymać czytelnika przy historii.

To powieść, której nie warto oceniać wyłącznie przez pryzmat schematów, ponieważ wtedy łatwo przeoczyć jej najciekawszy aspekt. Olszewska próbuje połączyć kryminał z teatrem, literaturą i sztuką, a przede wszystkim nadaje morderstwom określoną formę. W efekcie miejsce zbrodni staje się nie tylko miejscem. Jest komunikatem, który trzeba odczytać.

„Kopista” nie jest kryminałem bez wad. Momentami widać, że autorka miała więcej pomysłów, niż potrzebowała główna historia, a niektóre wątki poboczne nie otrzymały rozwinięcia odpowiadającego ich potencjałowi. Część rozwiązań pozostaje również dość konwencjonalna. Jednocześnie trudno odmówić powieści atmosfery i interesującego konceptu, który wyróżnia ją spośród bardziej typowych historii o seryjnych zabójstwach.

Największym atutem książki jest sposób prowadzenia czytelnika do ostatecznych odpowiedzi. Stylizowane ciała, artystyczne środowisko, literackie odniesienia i teatralna sceneria tworzą zagadkę, która wymaga od odbiorcy większej uwagi niż zwykłe śledzenie kolejnych dowodów. Równocześnie osobista historia prokuratora sprawia, że śledztwo nie pozostaje dla niego zawodowym obowiązkiem. Stawką jest także odnalezienie córki.

„Kopista” zasługuje na uwagę. To kryminał nierówny, chwilami schematyczny, ale oparty na pomyśle, który ma własną siłę. Anna Olszewska nie wykorzystuje wszystkich możliwości, jakie daje jej fabuła, jednak tworzy historię wystarczająco charakterystyczną.

 „Kopista” nie jest więc książką idealną, ale jest książką z pomysłem. I być może właśnie dlatego warto po nią sięgnąć. Nie po to, by otrzymać kolejną perfekcyjnie skonstruowaną kryminalną maszynę, lecz po to, by wejść w historię, w której morderstwo zostaje zamienione w przedstawienie, a śledztwo staje się próbą odczytania scenariusza napisanego przez kogoś, kto bardzo chce zostać zrozumiany.

Przekroczyć Rubikon. Gdzie kończy się to, co znamy?

  Ile człowiek jest w stanie unieść, zanim jego dotychczasowy świat zacznie pękać? Co dzieje się z nami, kiedy wydarzenia z przeszłości nie ...