W „Kopiście” ciało to nie tylko dowód zbrodni. To istotny element scenografii. Ofiary zostają ułożone tak, aby przypominały pomniki, a sposób ich upozorowania prowadzi śledczych w stronę świata sztuki, teatru i literatury. Ktoś nie poprzestaje na odebraniu życia. Zostawia po sobie obraz, który trzeba odczytać. Ten zamysł autorki ukierunkowuje przebieg śledztwa. Aby schwytać mordercę, trzeba zrozumieć, co właściwie chce przekazać.
Wokół tego zbudowana zostaje kryminalna intryga.
Pojawiają się rodzinne tajemnice, teatralna scena, literackie tropy i
bohaterowie, których przeszłość nie zawsze pozwala łatwo ocenić ich intencje. W
centrum tej historii znajduje się Paweł Pikas, prokurator przeniesiony z
Krakowa do Bydgoszczy, który szybko przekonuje się, że prowadzone przez niego
śledztwo ma dla niego znacznie bardziej osobisty wymiar, niż mógł początkowo
przypuszczać.
W tych okolicznościach wyrasta historia, w której
świat zbrodni styka się ze środowiskiem artystycznym, teatrem i literaturą.
Morderstwa mają określony klucz, a kolejne tropy prowadzą do ludzi, których
przeszłość okazuje się równie frapująca jak ich teraźniejszość. Olszewska
buduje intrygę z kilku elementów dobrze znanych kryminałowi, ale łączy je z
motywem artystycznej inscenizacji. Rezultat jest nierówny, jednak wystarczająco
interesujący, by utrzymać uwagę.
Jednym z bohaterów jest prokurator. Trudno pomylić go
z typowym funkcjonariuszem wymiaru sprawiedliwości. Długie włosy podgolone po
bokach, skórzany płaszcz i pierścienie na palcach tworzą wizerunek człowieka,
który nie zamierza podporządkować się konwencji. Nie jest to jednak wyłącznie
efektowna stylizacja. Bohater również w pracy korzysta z niekonwencjonalnych
metod i niechętnie przyjmuje rozwiązania narzucone przez innych. Momentami jego
charakterystyka może wydawać się przerysowana, ale dzięki temu pozostaje
postacią łatwą do zapamiętania.
Znacznie ważniejsze od wyglądu okazują się jego
prywatne doświadczenia. Żona prokuratora nie żyje, a jego córka Sara zaginęła.
Kiedy ślady związane z jej zaginięciem prowadzą do Bydgoszczy, zawodowe
śledztwo zaczyna niebezpiecznie łączyć się z osobistą tragedią. Prokurator nie
może już zachować dystansu właściwego człowiekowi analizującemu cudzą sprawę,
ponieważ w pewnym momencie staje się ona również jego sprawą. Poszukiwanie
mordercy zaczyna splatać się z próbą odnalezienia córki, a presja czasu nabiera
zupełnie innego znaczenia.
To jeden z ciekawszych aspektów powieści. Bohater musi
działać jednocześnie jako przedstawiciel prawa i jako ojciec, który nie chce
czekać na kolejne wydarzenia. Taki konflikt daje możliwość pokazania postaci od
bardziej ludzkiej strony. Prokurator nie jest pozbawionym emocji specjalistą od
rozwiązywania zagadek. Ma własne lęki, własną stratę i bardzo osobisty powód,
żeby posuwać śledztwo naprzód. Jego determinacja bywa jednak także źródłem
ryzyka.
Bydgoszcz jest miejscem, w którym przecinają się
wszystkie najważniejsze tropy. To tutaj dochodzi do serii morderstw, tutaj
bohater rozpoczyna pracę i tutaj pojawiają się ślady związane z jego córką.
Miasto pozostaje jednak przede wszystkim przestrzenią wydarzeń, a nie samodzielnym
bohaterem. Znacznie większe znaczenie ma środowisko, do którego prowadzi
śledztwo – świat artystyczny, pełen dawnych relacji, tajemnic i niejasnych
zależności.
Pod lupą śledczych znajduje się podstarzały aktor, a
zainteresowanie nim szybko obejmuje również jego rodzinę. Historia tej rodziny
naznaczona jest tragicznymi wydarzeniami, które mogą mieć znaczenie dla
współczesnych wydarzeń. Przeszłość nie została tu potraktowana jako zamknięty
rozdział. Wraca w najmniej oczekiwanym momencie i zmusza śledczych do
sprawdzania, czy dawne wydarzenia nie pozostają w związku z tym, co dzieje się
obecnie.
Postać aktora dobrze współgra z głównym motywem
powieści. Człowiek, który przez całe życie zajmował się odgrywaniem ról,
zostaje uwikłany w historię, w której trudno oddzielić prawdę od kreacji. W
świecie teatru można stworzyć postać, ukryć własną tożsamość za rolą i
przekonać publiczność do określonej wersji wydarzeń. W kryminale ta sama zasada
może zostać wykorzystana znacznie bardziej niepokojąco. Śledczy muszą
zastanawiać się, czy patrzą na prawdziwe oblicza bohaterów, czy na kolejne
maski.
Ważną postacią jest Kornelia, córka aktora. Jej przeszłość jest niejednoznaczna i kontrowersyjna, a informacje na jej temat zmieniają sposób patrzenia na prowadzone dochodzenie. Nie jest ona jednak prostym elementem układanki.
Ciekawie wykorzystany zostaje także motyw amatorskiego
przedstawienia. Obsada spektaklu pozwala zawęzić krąg osób, które mogą być
związane ze sprawą, a teatr zaczyna funkcjonować jako coś więcej niż miejsce
spotkania bohaterów. W powieści o morderstwach stylizowanych na obrazy i
pomniki scena staje się naturalnym przedłużeniem całej koncepcji. Ktoś odgrywa
swoją rolę, ktoś obserwuje, ktoś zna scenariusz, a ktoś inny próbuje go dopiero
odczytać.
Szczególnego znaczenia nabiera informacja, że wśród
osób związanych z przedstawieniem znajduje się Sara. Dla jej ojca jest to
moment, którego nie może potraktować wyłącznie jako kolejnej wskazówki w
dochodzeniu. Poszukiwanie córki zaczyna nabierać jeszcze większej pilności, a
śledztwo staje się wyścigiem z czasem. Bez zdradzania dalszych wydarzeń można
powiedzieć, że właśnie ten osobisty wymiar sprawy nadaje fabule dodatkową
stawkę.
Najbardziej charakterystycznym elementem „Kopisty”
pozostaje jednak sposób, w jaki przedstawione są morderstwa. Stylizowanie ciał
na podobieństwo pomników sprawia, że każda zbrodnia staje się rodzajem
inscenizacji. Morderca nie próbuje całkowicie zniknąć ze swojej historii.
Pozostawia po sobie obraz, który ma zostać zauważony i prawdopodobnie
zinterpretowany. To bardzo dobry punkt wyjścia dla kryminału, ponieważ wymusza
na śledczych inny sposób myślenia. Nie wystarczy ustalić, jak doszło do
zabójstwa. Trzeba także zastanowić się, co oznacza sposób, w jaki ofiara
została pozostawiona.
Literacki klucz dodatkowo wzmacnia ten mechanizm.
Zbrodnie zaczynają przypominać tekst, który trzeba rozszyfrować, a kolejne
elementy mogą być fragmentami większej kompozycji. Dzięki temu czytelnik
otrzymuje możliwość prowadzenia własnego śledztwa. Może przyglądać się
bohaterom, analizować ich przeszłość i zastanawiać się, które informacje są
istotne, a które mają jedynie odciągnąć uwagę.
I tutaj powieść pokazuje jednocześnie swoją siłę i
słabość. Pomysł jest zdecydowanie ciekawszy niż część jego realizacji.
Olszewska stworzyła intrygę, która daje możliwość zbudowania bardzo gęstego,
wielowarstwowego kryminału, ale nie wszystkie elementy zostają wykorzystane z
jednakową konsekwencją. Niektóre wątki poboczne zapowiadają więcej, niż później
otrzymują. Pojawiają się historie, które budzą zainteresowanie i sugerują
istotny związek z głównym nurtem, lecz ich rozwinięcie okazuje się ograniczone.
Można odnieść wrażenie, że kilka pomysłów zostało rozpoczętych z dużym
potencjałem, ale później zabrakło im miejsca lub zdecydowania.
Widoczna jest również pewna schematyczność.
Ekscentryczny śledczy, osobista tragedia, seryjny morderca, podejrzane
środowisko artystyczne, rodzinne sekrety i bohaterowie z niejednoznaczną
przeszłością to składniki dobrze znane literaturze kryminalnej. Nie oznacza to,
że nie można ich ponownie wykorzystać. Gatunek od dawna opiera się na
rozpoznawalnych motywach. Liczy się sposób ich przetworzenia. W „Kopiście”
najbardziej oryginalna okazuje się właśnie artystyczna forma zbrodni, natomiast
część pozostałych elementów pozostaje bliżej klasycznych rozwiązań.
Na szczęście powieść nie próbuje nadrabiać tego
nieustannym tempem. Akcja rozwija się stosunkowo spokojnie i daje czytelnikowi
czas na obserwację postaci oraz kolejnych tropów. Nie każda scena ma przynosić
nagły zwrot, a historia nie została zbudowana na ciągłym podkręcaniu emocji. To
dobre rozwiązanie, szczególnie dla czytelników, którzy wolą kryminały
rozwijające się stopniowo. Zdarzają się jednak momenty, w których spokojniejsze
tempo nie prowadzi do wystarczającego pogłębienia któregoś z wątków i wtedy
narracja może sprawiać wrażenie mniej zwartej.
Mocną stroną pozostaje atmosfera. Najbardziej zapadają
w pamięć nie klasyczne elementy śledztwa, ale obrazy związane ze sposobem
upozorowania ofiar. Jest w nich coś teatralnego i niepokojącego. Morderca
tworzy scenografię, a śledczy próbują zrozumieć jej znaczenie. Ten motyw nadaje
powieści własny ton i sprawia, że „Kopista” nie jest kolejną historią o
seryjnym zabójcy.
Interesująco wypada również zestawienie świata sztuki
ze światem śledztwa. Aktorzy są przyzwyczajeni do odgrywania ról, natomiast
prokurator próbuje ustalić, co znajduje się pod kolejnymi maskami. Literatura
dostarcza tropów, teatr tworzy przestrzeń, a zbrodnia staje się przedstawieniem.
Ten układ jest zdecydowanie najciekawszą częścią powieści i można żałować, że
autorka nie zdecydowała się jeszcze mocniej go wykorzystać.
Nie zmienia to faktu, że „Kopista” potrafi
zainteresować. Ma wyrazistego głównego bohatera, intrygujący sposób konstruowania
miejsc zbrodni i osobisty wątek związany z poszukiwaniem Sary. Ma również
rodzinne tajemnice oraz postacie, których nie da się łatwo ocenić. Nie
wszystkie elementy są równie mocne, ale główna zagadka posiada wystarczający
potencjał, aby utrzymać czytelnika przy historii.
To powieść, której nie warto oceniać wyłącznie przez pryzmat schematów, ponieważ wtedy łatwo przeoczyć jej najciekawszy aspekt. Olszewska próbuje połączyć kryminał z teatrem, literaturą i sztuką, a przede wszystkim nadaje morderstwom określoną formę. W efekcie miejsce zbrodni staje się nie tylko miejscem. Jest komunikatem, który trzeba odczytać.
„Kopista” nie jest kryminałem bez wad. Momentami
widać, że autorka miała więcej pomysłów, niż potrzebowała główna historia, a
niektóre wątki poboczne nie otrzymały rozwinięcia odpowiadającego ich
potencjałowi. Część rozwiązań pozostaje również dość konwencjonalna.
Jednocześnie trudno odmówić powieści atmosfery i interesującego konceptu, który
wyróżnia ją spośród bardziej typowych historii o seryjnych zabójstwach.
Największym atutem książki jest sposób prowadzenia
czytelnika do ostatecznych odpowiedzi. Stylizowane ciała, artystyczne
środowisko, literackie odniesienia i teatralna sceneria tworzą zagadkę, która
wymaga od odbiorcy większej uwagi niż zwykłe śledzenie kolejnych dowodów.
Równocześnie osobista historia prokuratora sprawia, że śledztwo nie pozostaje
dla niego zawodowym obowiązkiem. Stawką jest także odnalezienie córki.
„Kopista” zasługuje na uwagę. To kryminał nierówny,
chwilami schematyczny, ale oparty na pomyśle, który ma własną siłę. Anna
Olszewska nie wykorzystuje wszystkich możliwości, jakie daje jej fabuła, jednak
tworzy historię wystarczająco charakterystyczną.
„Kopista” nie
jest więc książką idealną, ale jest książką z pomysłem. I być może właśnie
dlatego warto po nią sięgnąć. Nie po to, by otrzymać kolejną perfekcyjnie
skonstruowaną kryminalną maszynę, lecz po to, by wejść w historię, w której
morderstwo zostaje zamienione w przedstawienie, a śledztwo staje się próbą odczytania
scenariusza napisanego przez kogoś, kto bardzo chce zostać zrozumiany.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz