Z takiego doświadczenia
wyrasta opowieść Anny Purowskiej. „Okruchy i skarby”, pięknie wydane
przez Wydawnictwo Vectra, są powieścią o pamięci, samotności, miłości i
dojrzewaniu, ale również o mozolnym odzyskiwaniu kontaktu z samą sobą. Główną
bohaterką jest Oliwia — najpierw młoda dziewczyna, niespodziewanie rzucona w
obcy świat, później dorosła kobieta, która próbuje zrozumieć własną przeszłość
i jej wpływ na teraźniejszość. Obie perspektywy spotykają się na kartach
książki, tworząc opowieść o życiu, którego nie da się podzielić grubą kreską na
„dawniej” i „teraz”.
Purowska pisze językiem
niezwykle literackim, chwilami niemal poetyckim. Nie jest to jednak poetyckość
odklejona od rzeczywistości. Służy raczej wydobywaniu z niej tego, co zazwyczaj
pozostaje niewidoczne. Świat Oliwii ma zapach, dźwięk, fakturę i temperaturę.
Przestrzeń nie pozostaje nieruchomym tłem wydarzeń — reaguje na emocje,
przechowuje wspomnienia, potrafi przywołać dawne obrazy z siłą, której nie
sposób przewidzieć. Szczególnie mocno czuć to w opisach Paryża. Miasto
poznajemy nie z perspektywy turystki odhaczającej kolejne punkty na mapie, lecz
kobiety, która doświadcza go całym ciałem.
„Paryż pachniał…” — można
niemal dopowiedzieć za bohaterką. Pachniały ulice, wnętrza, deszcz, książki,
powietrze. Miasto miało swoje brzmienie i światło, lecz jego piękno nie zawsze
przynosiło ukojenie. Początkowo Paryż jest dla Oliwii miejscem wyobcowania.
Dziewczyna znalazła się w rzeczywistości, której nie rozumie, pozbawiona tego,
co dotąd dawało jej poczucie bezpieczeństwa. Nawet najpiękniejszy krajobraz nie
jest w stanie zastąpić bliskości. Można patrzeć na zachwycające miasto i czuć
się w nim boleśnie samotnym.
Doświadczenie
wykorzenienia jest kwintesencją tej historii. Oliwia nie traci przecież
wyłącznie przedmiotów. Książki, fotografie, pamiętniki czy płyty były częścią
jej prywatnego świata, nośnikami wspomnień, małymi dowodami własnego istnienia.
Ich utrata ma wymiar niemal egzystencjalny. Dziewczyna przypomina młodą roślinę
wyrwaną z korzeniami i przesadzoną w ziemię, która nie została przygotowana na jej
przyjęcie. Musi zacząć od początku, choć nikt nie daje jej instrukcji, jak
odnaleźć się w obcym świecie.
Paryż z czasem odsłania przed nią kolejne twarze. Wśród ulic, zapachów, muzyki i architektury pojawia się również sztuka. Szczególne miejsce zajmuje Vincent van Gogh, nie tylko jako malarz, lecz jako człowiek o niezwykle intensywnej osobowości artystycznej. Jego obecność dobrze współgra z emocjonalnym pejzażem powieści. Van Gogh patrzył na rzeczywistość przez własną wrażliwość, potrafił wydobywać z niej napięcie, światło, niepokój i zachwyt. Za jego obrazami zawsze można dostrzec człowieka, jego sposób odczuwania świata.
Wątek malarza nie sprawia
wrażenia przypadkowego ornamentu. Sztuka staje się jednym z języków, którymi
można opowiedzieć o emocjach trudnych do zamknięcia w prostych słowach. Oliwia
również potrzebuje takiego języka. Przeżywa więcej, niż potrafi nazwać, a
pamięć przechowuje obrazy, których nie da się sprowadzić do suchego zapisu
wydarzeń. W świecie powieści malarstwo i literatura spotykają się zatem w
podobnym punkcie — obie dziedziny próbują uchwycić to, co wymyka się
jednoznacznym definicjom.
Literatura jest zresztą
nieodłączną częścią życia Oliwii. Bohaterka jest tłumaczką, pracuje nad
przekładami powieści z języka francuskiego. Zawodowo zajmuje się więc słowami,
które należą do innych ludzi. Przenosi je z jednego języka w drugi, szuka
odpowiednich znaczeń, brzmień i odcieni. Tym mocniej wybrzmiewa sytuacja, w
której jedna z książek trafiających w jej ręce uruchamia falę wspomnień… Tekst,
który powinien być przedmiotem pracy, zaczyna dotykać najbardziej osobistych
obszarów jej życia.
W paryskiej przestrzeni ważne miejsce zajmuje także Shakespeare and Company. Księgarnia idealnie wpisuje się w literacki charakter tej historii. Jest miejscem związanym z książkami, a więc z tym, co dla Oliwii emocjonalnie ważne. W jej obecności Paryż nabiera jeszcze jednego wymiaru. Nie jest już wyłącznie miastem ulic i wspomnień. Staje się przestrzenią literatury, spotkań, opowieści i przechowywanych historii. Słowa mogą przecież być domem dla pamięci, a czasem także kluczem do drzwi, których człowiek przez lata nie chciał albo nie potrafił otworzyć.
Przeszłość w „Okruchach i
skarbach” nie pozostaje zamknięta w jednym okresie życia Oliwii. Narracja
prowadzona w pierwszej osobie pozwala bardzo blisko obserwować jej emocje.
Czytelnik poznaje nie tylko wydarzenia, lecz także sposób, w jaki bohaterka je
przeżywa i interpretuje. Wątpliwości, lęki, tęsknoty, pragnienia oraz
wspomnienia tworzą osobisty zapis jej dojrzewania. Jest w tym coś z pamiętnika,
choć dorosła Oliwia patrzy na dawne doświadczenia z perspektywy czasu.
Dwa plany czasowe
wzmacniają tę konstrukcję. „Kiedyś” nieustannie przenika się z „dziś”, a
wspomnienia nie są jedynie retrospekcją mającą uzupełnić fabułę. Mają znaczenie
dla tego, kim Oliwia jest obecnie. Dawne wydarzenia pozostawiły w niej ślady,
wpłynęły na jej sposób postrzegania miłości, samotności i własnej wartości.
Kiedy pojawiają się ponownie, bohaterka musi skonfrontować przeszłość z
teraźniejszością.
Jest w tym pewien
przewrotny paradoks. Kobieta, która zawodowo zajmuje się przekładem cudzych historii,
staje przed koniecznością odczytania własnej. Przeszłość wymaga interpretacji,
ponieważ po latach nie wygląda już tak samo. Człowiek, który ją przeżył,
również jest kimś innym. Zmienia się perspektywa, zmieniają się znaczenia, a
niektóre pytania zaczynają brzmieć zupełnie inaczej.
W życiu dorosłej Oliwii
pozornie niewiele się dzieje. Jest spokojnie, bezpiecznie, może trochę
monotonnie. Bohaterka należy do osób, które potrafią funkcjonować samotnie, ale
samotność nie oznacza dla niej braku potrzeby bliskości. Przeciwnie — pod
powierzchnią codziennego spokoju kryje się silne pragnienie miłości. Nie chodzi
o przelotną fascynację ani o relację, która wypełnia pustkę tylko na chwilę.
Oliwia marzy o uczuciu łączącym fizyczność z głęboką więzią, o bliskości, w
której można naprawdę poczuć się dla kogoś ważną.
Pojawienie się Jakuba
burzy ten uporządkowany rytm. Oliwia jest nim oczarowana, ale zachwyt nie
przychodzi bez lęku. Nadzieja na wspólną przyszłość okazuje się trudniejsza,
niż można by przypuszczać. Pragnienie szczęścia wymaga przecież zgody na
ryzyko, a człowiek, który poznał smak straty, niechętnie wystawia serce na
kolejne zranienie.
Purowska dobrze pokazuje
tę ambiwalencję. Oliwia chce kochać, a jednocześnie boi się pozwolić sobie na
pełnię tego pragnienia. Potrzebuje bliskości, lecz przez lata nauczyła się
funkcjonować bez niej. Teraźniejszość stawia ją przed pytaniem, czy można
jeszcze raz uwierzyć, że coś dobrego może się wydarzyć.
W tym sensie powieść jest także zapisem dojrzewania. Nie chodzi już o dojrzewanie nastolatki, lecz o znacznie późniejszy, trudniejszy proces poznawania siebie. Oliwia stopniowo odkrywa własne potrzeby, granice i możliwości. Uczy się rozpoznawać to, czego naprawdę chce, zamiast dopasowywać się do sytuacji, która została jej dana. Zaczyna dostrzegać własny potencjał i siłę, których wcześniej mogła nie zauważać.
Tytułowe „okruchy” i
„skarby” stają się w tym kontekście bardzo czytelną, a jednocześnie pojemną
metaforą. Okruchami mogą być namiastki uczuć, chwilowe zainteresowanie,
relacje, w których człowiek nie otrzymuje tego, czego potrzebuje, a mimo to
próbuje przekonać siebie, że powinno mu wystarczyć. Skarb ma zupełnie inną
wartość. Nie oznacza perfekcji ani życia pozbawionego trudności. Jest czymś
autentycznym, ważnym i własnym.
Najważniejsza przemiana
Oliwii dokonuje się więc w sferze świadomości. Coraz wyraźniej rozumie, że nie
chce pozostawać kimś „w międzyczasie”. Nie chce czekać, aż życie samo zdecyduje
za nią. Próbuje zawalczyć o teraźniejszość i nadać jej własny kształt. To
pragnienie okazuje się znacznie ważniejsze niż prosta potrzeba znalezienia
szczęśliwego zakończenia.
„Okruchy i skarby” są
przez to powieścią o samotności, lecz nie tylko o samotności rozumianej jako
brak drugiego człowieka. Jest tu również samotność wynikająca z poczucia
niedopasowania, z wykorzenienia, z niemożności odnalezienia swojego miejsca.
Jest samotność dziewczyny w obcym mieście i samotność dorosłej kobiety, która
mimo upływu lat nadal nosi w sobie pewne pytania.
Towarzyszy jej pamięć. Czasami
delikatna, niemal czuła, innym razem bolesna. Wspomnienia nie układają się w
prosty ciąg zdarzeń. Wracają poprzez obrazy, miejsca, zapachy i książki. Mają
własną logikę. To dlatego przeszłość Oliwii wydaje się tak bliska zmysłom — nie
jest archiwum, które można spokojnie przeglądać. Jest żywą częścią jej
teraźniejszości.
Paryż pozostaje
najważniejszym miejscem tej pamięci. Miasto nie zostało przez autorkę
idealizowane. Ma w sobie zachwyt, lecz także chłód. Potrafi być piękne i
przytłaczające, pełne ludzi, a zarazem przejmująco samotne. Nie przypomina
dekoracji ustawionej za bohaterką. Oddziałuje na nią, zmienia znaczenie w
zależności od tego, co przeżywa. Ten sam Paryż może być przestrzenią lęku,
ucieczki, miłości albo wspomnienia.
Podobny charakter mają
tytuły kolejnych rozdziałów. Krótkie sentencje zapowiadają treść, ale nie
zamykają jej w jednym znaczeniu. Każda z nich może być odczytana zarówno jako
wskazówka dotycząca wydarzeń, jak i osobna refleksja. Dzięki temu poszczególne
części książki mają własny emocjonalny ton, a całość zyskuje dodatkową warstwę
znaczeń.
Ważne jest również to, że
powieść nie sprowadza doświadczeń Oliwii do prostych odpowiedzi. Miłość nie
rozwiązuje wszystkich problemów. Paryż nie leczy automatycznie zadanych ran.
Powrót do przeszłości nie oznacza możliwości wymazania tego, co bolało.
Anna Purowska stworzyła
opowieść bardzo kobiecą, zmysłową i emocjonalną, a przy tym mocno osadzoną w
literackim i artystycznym świecie. Jest tutaj literatura, jest malarstwo Van
Gogha, jest niezwykła przestrzeń Shakespeare and Company, jest muzyka i Paryż,
który wymyka się pocztówkowym obrazkom. Wszystkie te elementy tworzą atmosferę,
w której historia Oliwii może wybrzmieć pełniej.
Po jej lekturze zostaje
przede wszystkim Oliwia — ze swoim Paryżem, wspomnieniami, tęsknotą i potrzebą
odnalezienia własnego miejsca. Zostaje również obraz miasta, które potrafi
pachnieć wspomnieniem, brzmieć muzyką, migotać światłem i jednocześnie boleśnie
przypominać o samotności. Paryż z tej powieści nie jest pocztówką. Jest
przeżyciem.
A może także pytaniem
skierowanym już nie do Oliwii, lecz do nas: ile razy w życiu nazwaliśmy skarbem coś, co było zaledwie okruchem, tylko
dlatego, że baliśmy się przyznać, jak bardzo pragniemy czegoś więcej?






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz