„Kleopatra” Saary El-Arifi, przepięknie wydana przez Wydawnictwo Sonia Draga, jest książką, która podejmuje temat pozornie doskonale znany. A jednak już po kilku stronach okazuje się, że pod warstwą legendy, którą przez stulecia obrosła ostatnia królowa Egiptu, kryje się opowieść znacznie bardziej nieoczywista. Nie o śmierci Kleopatry, choć jej kres od początku rzuca na tę historię długi cień. Nie o egzotycznej królowej, która stała się dla kolejnych epok symbolem namiętności, przepychu i zguby. Nie o kobiecie sprowadzonej do roli kochanki wielkich rzymskich mężów. El-Arifi interesuje przede wszystkim życie – życie kobiety, której świat napisał biografię, zanim sama zdążyła opowiedzieć, kim chciała być.
To napięcie między
legendą a człowiekiem stanowi główną oś tej powieści.
Kleopatra jest przecież
jedną z tych postaci, których imię nie wymaga objaśnienia. Wystarczy je
wypowiedzieć, a natychmiast pojawiają się obrazy: Aleksandria, pałac, złoto,
faraon, Juliusz Cezar, Marek Antoniusz, namiętność, polityka, zdrada, śmierć.
Jej wizerunek przez wieki obrastał kolejnymi warstwami cudzych wyobrażeń.
Rzymskie przekazy, które nie zawsze były obiektywne, a nierzadko wręcz
nieprzychylne, stworzyły jeden z fundamentów legendy. Potem przyszła literatura,
sztuka, teatr i kino, a Kleopatra coraz bardziej oddalała się od kobiety, która
rzeczywiście żyła, myślała, kochała, bała się i podejmowała decyzje, od których
zależały losy ludzi oraz państwa.
El-Arifi próbuje więc
dokonać rzeczy trudnej: zejść z Kleopatrą ze złotego cokołu.
Pomaga jej w tym przede
wszystkim narracja. Historię opowiada sama bohaterka. Ten zabieg natychmiast
zmniejsza dystans, który zwykle oddziela współczesnego czytelnika od postaci
historycznej. Kleopatra przestaje być odległą figurą z kart kronik. Staje się
kobietą, która mówi własnym głosem. Zwraca się do czytelnika, przywołuje
przyszłość, wraca pamięcią do minionych wydarzeń, prowadzi nas przez kolejne
warstwy swojego życia. Narracja nie jest więc prostą relacją. Ma w sobie coś z
pamięci – tej, która nie zna idealnej geometrii, która potrafi nagle otworzyć
drzwi do wydarzenia sprzed lat, przywołać zapach, smak, obraz, człowieka.
Przenikamy do świata Kleopatry niemal wszystkimi zmysłami. Poznajemy Aleksandrię- z jej przepychem i ciemnymi uliczkami, Rzym Juliusza Cezara, odczuwamy płomienie trawiącej Bibliotekę Aleksandryjską, smakujemy wino palmowe. Starożytny świat nie jest muzealnym eksponatem, starannie ustawionym za szybą. Żyje. Oddycha, pachnie, płonie, fascynuje i przeraża. Historia miesza się z wierzeniami, rzeczywistość z tym, co ówcześni ludzie uznawali za działanie bogów. To szczególnie istotne, ponieważ życie Kleopatry rozgrywa się nie tylko wśród ludzi i ich politycznych kalkulacji. Jest również zanurzone w świecie, w którym przeznaczenie, boskość i wiara pozostają realnymi siłami.
A przecież sama Kleopatra
chciała dla siebie zupełnie innego życia.
To chyba jeden z największych
paradoksów tej powieści. Zamiast obrazu kobiety, która od początku marzyła o
koronie, poznajemy osobę, której pragnienia niekoniecznie pokrywały się z rolą,
jaką wyznaczył jej świat. Kleopatra była erudytką, znała co najmniej dziewięć
języków, a jako pierwsza z przedstawicieli swojej dynastii nauczyła się
egipskiego, aby mówić językiem własnych poddanych. Jej fascynacje prowadziły ją
ku wiedzy. Chciała spokojnego życia w murach Biblioteki Aleksandryjskiej,
pragnęła poświęcić się ziołolecznictwu. Można więc powiedzieć, że w pewnym
sensie marzyła o życiu uczonej, badaczki świata – podczas gdy historia
przygotowała dla niej zupełnie inną rolę.
Los, przeznaczenie, a
może bogowie – zgodnie z wierzeniami tamtej epoki – mieli wobec niej inne
plany.
Władza, którą otrzymała,
była skądinąd niechciana. Od chwili, w której przypadła jej korona, prywatne
pragnienia musiały ustąpić miejsca obowiązkowi. Kleopatra musiała zmienić swoje
życie, zrezygnować z części własnych aspiracji i pasji, by stać się faraonem.
To słowo ma w tej opowieści szczególny ciężar. Nie oznacza bowiem wyłącznie
zaszczytu. Oznacza także wystawienie na pokaz, nieustanną ocenę, polityczne
uwikłanie i konieczność podejmowania decyzji w świecie, który nie wybacza
słabości.
Kobieta, która chciała być sobą, musiała stać się symbolem.
Dlatego powieść El-Arifi
przestaje być wyłącznie historią konkretnej władczyni. Staje się opowieścią o
kobiecie w nieprzyjaznym świecie, o jednostce wybitnej, niezrozumianej i
osądzonej. O cenie, jaką płaci się za wyjątkowość, szczególnie wtedy, gdy nie
mieści się ona w ramach oczekiwań innych ludzi. Kleopatra jest jednocześnie
kobietą wielu twarzy: czarodziejką, kochanką, tyranką, ale również faraonem,
żoną i matką. Każde z tych wcieleń może być prawdziwe, a jednocześnie żadne nie
wyczerpuje jej osoby.
Dlatego tak trudno było
ją naprawdę poznać…
Legenda lubi prostotę.
Człowiek jest skomplikowany.
Powieść tę można nazwać
biograficzną, choć nie jest biografią w ścisłym sensie. Jak bowiem napisać
wyłącznie opartą na faktach biografię osoby, którą świat zna przede wszystkim z
przekazów, często tworzonych przez ludzi, którzy mieli własne interesy, własne
uprzedzenia i własną politykę? W przypadku Kleopatry granica między historią a
legendą od zawsze była niebezpiecznie cienka. Tam, gdzie źródła pozostawiają
przestrzeń, El-Arifi może więc pozwolić sobie na literacką kreację. I korzysta
z tej możliwości, budując świat, w którym fakty historyczne spotykają się z
wyobraźnią.
Nie jest to jednak
wyobraźnia przypadkowa.
Autorka pozostawia wiele
miejsca dla literackiej kreacji, ale nie po to, by odebrać Kleopatrze
historyczną tożsamość. Przeciwnie – dzięki fikcji próbuje wypełnić szczeliny,
które historia pozostawiła puste. Właśnie tam może pojawić się pytanie
najważniejsze: co czuła kobieta, której przyszłość została podporządkowana
obowiązkowi? Co działo się w jej wnętrzu, kiedy prywatne pragnienie musiało
ustąpić miejsca koronie? Jak wyglądało życie osoby, która była nieustannie
obserwowana, oceniana i uwikłana w sieć politycznych zależności?
To pytania, na które kroniki nie zawsze potrafią odpowiedzieć. Literatura potrafi.
Dlatego w „Kleopatrze”
tak ważne są emocje. Jest miłość i nienawiść, namiętność i władza, przyjaźń i
zdrada. Są relacje, które nie mogą być wolne od polityki, ponieważ w świecie
królowej nawet uczucie może stać się elementem gry. Są ludzie, których obecność
może przynieść bezpieczeństwo, ale również zagrożenie. Jest kobieta próbująca
zachować własną tożsamość w rzeczywistości, która nieustannie wymaga od niej
przyjmowania kolejnych masek.
A przecież maska władcy
jest szczególnie ciężka.
Kleopatra nie może po
prostu pozostać Kleopatrą. Musi być tym, czego potrzebuje jej państwo. Musi być
faraonem. Musi być symbolem. Musi być kimś, kogo można pokazać poddanym i
przeciwnikom. Jej prywatne „ja” zostaje więc skonfrontowane z rolą, która
została jej narzucona. W tej szczelinie pomiędzy kobietą a władczynią rozgrywa
się najciekawsza część opowieści.
El-Arifi nie odbiera
swojej bohaterce wielkości, ale odbiera jej pomnikowość.
To różnica zasadnicza.
Czytając, nie patrzymy
już wyłącznie na królową. Patrzymy na człowieka, który próbuje odnaleźć się w
historii, zanim historia na dobre go pochłonie. Dzięki narracji
pierwszoosobowej Kleopatra nie jest przedmiotem opowieści, lecz jej podmiotem.
Sama mówi, sama wspomina, sama prowadzi czytelnika przez własną przeszłość.
Czasem wybiega ku temu, co dopiero nadejdzie, czasem wraca do wydarzeń
minionych. Ta gra z czasem sprawia, że jej historia nie przypomina suchego
ciągu dat i wydarzeń. Jest raczej rzeką pamięci, w której przeszłość,
teraźniejszość i przyszłość nieustannie mieszają swoje nurty.
To chyba najbardziej
przewrotne znaczenie tej powieści. Kleopatra przez całe życie była kimś, o kim
inni mieli coś do powiedzenia. Rzymianie tworzyli jej wizerunek, polityczni
przeciwnicy oceniali jej decyzje, potomność zamieniała ją w symbol. Tymczasem w
narracji El-Arifi po raz pierwszy tak mocno wybrzmiewa potrzeba odzyskania
własnego głosu. Nie chodzi o to, aby całkowicie zburzyć legendę. Chodzi raczej
o to, by pod legendą odnaleźć człowieka.
A człowiek zawsze okazuje się bardziej interesujący niż pomnik.
„Kleopatra” jest więc
książką o władzy, ale również o cenie, jaką trzeba za nią zapłacić. O
przeznaczeniu, ale także o próbie wyrwania mu pióra z ręki. O świecie, w którym
bogowie, polityka i ludzkie ambicje splatają się ze sobą tak ściśle, że trudno
powiedzieć, gdzie kończy się wolna wola, a zaczyna konieczność. Jest opowieścią
o kobiecie, której przyszłość została zapisana przez okoliczności, lecz która
mimo wszystko próbowała ocalić w niej choć odrobinę miejsca dla siebie.
Może właśnie dlatego jej
historia nadal fascynuje?
Bo Kleopatra nie jest jedynie ostatnią królową Egiptu. Jest kobietą, która chciała czytać, poznawać, leczyć, kochać i żyć po swojemu, a zamiast tego dostała koronę. Kobietą, która musiała nauczyć się być faraonem, choć być może wolałaby zostać uczoną wśród ksiąg Aleksandrii. Kobietą, której życie stało się własnością historii, zanim jeszcze zdążyła w pełni uczynić je własnym.
Saara El-Arifi podejmuje
więc dialog nie tylko z historią, ale przede wszystkim z pamięcią. Pokazuje, że
pomiędzy tym, co wiemy, a tym, co nam się wydaje, istnieje ogromna przestrzeń –
przestrzeń dla pytań, emocji i literatury. Jej Kleopatra nie jest figurą z
marmuru. Jest żywa, złożona, pełna sprzeczności.
To książka, która pozwala
wejść do starożytnej Aleksandrii nie przez bramę kroniki, lecz przez drzwi
pamięci jednej kobiety.
Kiedy zamyka się książkę,
trudno już myśleć o Kleopatrze wyłącznie jako o królowej.
.jpg)


.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz