wtorek, 10 marca 2026

„Bosorka”- pogranicze natury, tajemnic i ludzkich wyborów

Powieść „Bosorka” Natalii Przeździk, otwierająca cykl „Pogranicze”, jest książką, która łączy w sobie literacką subtelność, wielowątkowość oraz głęboką refleksję nad ludzką naturą i historią społeczności wiejskiej. Autorka z niezwykłą starannością kreuje przestrzeń, w której wieś nie jest jedynie tłem wydarzeń, lecz żywym, pulsującym organizmem – miejscem, gdzie natura, pamięć i codzienność splatają się w skomplikowaną sieć zależności. W centrum tej sieci stoi Marta, bohaterka, która wraz z mężem i córką snuje plan ucieczki od miejskiego zgiełku, marząc o życiu bliżej natury, w harmonii z porami roku i rytmem wsi. Ta decyzja staje się osią narracyjną, wokół której obracają się wszystkie inne wątki – zarówno społeczne, jak i symboliczne.

Marta miała zamieszkać na wsi wraz z mężem i córką, jednak doświadczywszy bolesnej straty, obecnie sama prowadzi agroturystykę. Klimatyczne, ale jednocześnie luksusowe domki, w których przyjmuje letników, pełnią funkcję nie tylko użytkową, lecz i metaforyczną – są pomostem między spokojem natury a nieuchronnym kontaktem z ludzką różnorodnością, tajemnicami i napięciami. Każdy przyjezdny gość to potencjalny katalizator zdarzeń, a czas stopniowo ujawnia, że pozory bywają zwodnicze – osoby, które wydają się proste i przewidywalne, często skrywają inne, głębsze oblicze. Autorka z wyczuciem prowadzi czytelnika przez labirynt ludzkich emocji, pokazując, że wieś, choć malownicza i spokojna z zewnątrz, jest sceną dramatów subtelnych, czasem trudnych do zrozumienia.

Jednym z wątków powieści jest historia patchworkowej rodziny, w której realizuje się klasyczny schemat baśni o Kopciuszku. Oliwka, nieszczęśliwe dziecko żyje w cieniu złej macochy, a świat domu, który powinien zapewniać bezpieczeństwo, staje się miejscem napięć i ukrytej przemocy. Ludwik, syn najwspanialszy, pod pozorną doskonałością, kryje tajemnicę, której znaczenie ujawnia się stopniowo, w rytmie spokojnych, choć nasyconych tragicznymi wydarzeniami dni. Autorka ukazuje, że każda maska kiedyś spada. 

Innym ważnym wątkiem jest postać kobiety w czerni- Elwiry, na pierwszy rzut oka oschłej i nieprzystępnej. Za jej chłodną fasadą kryje się jednak głęboka rana i proces samoleczenia. Jej historia, wpleciona w codzienne rytuały życia wsi i kontakt z naturą, pokazuje, że każdy człowiek swoje traumy przeżywa indywidualnie. Autorka podkreśla, że wieś jest miejscem, w którym czas i przestrzeń działają terapeutycznie, lecz nie w sposób jednoznaczny – procesy wewnętrznego uzdrawiania są długotrwałe, a natura bywa jednocześnie sprzymierzeńcem i lustrem.

„Bosorka” wprowadza także wątek kryminalny, który nadaje powieści dynamiki i napięcia. Systematyczne podtruwanie zwierząt w Tymianowej staje się symbolem ukrytego zła, które długo pozostaje nieuchwytne,  a kiedy wreszcie sprawca zostaje zatrzymany, jego tożsamość okazuje się szokiem dla całej wsi.

Nie mniej istotne są wydarzenia związane z chyżą Tekli. Autorka wprowadza tutaj wątek magiczny i symboliczny – dom, jego dawna właścicielka oraz przestrzeń otaczająca posiadłość bronią się przed nowoczesną ingerencją. Lokalna bizneswoman planuje budowę ośrodka wypoczynkowego, lecz zarówno miejsce, jak i nieżyjąca poprzednia właścicielka, bosorka, stawiają opór, niczym strażnicy pamięci i tradycji. Wydarzenia te pokazują konflikt między ekonomią, ekspansją cywilizacji a zachowaniem dziedzictwa kulturowego i historycznego. Jest to również pretekst do refleksji nad wartością przeszłości, jej wpływem na teraźniejszość i odpowiedzialnością wobec przyszłych pokoleń.

Powieść mocno akcentuje znaczenie społeczności łemkowskiej, reprezentowanej przez Teklę i Nadię. Autorka z dużą wrażliwością kulturoznawczą opisuje ich tradycje, historię, obyczaje i wiarę. Wprowadzenie tego wątku pozwala nie tylko na przybliżenie kultury mniejszości etnicznej, lecz także inicjuje dyskusję o tolerancji, przenikaniu się kultur i wyznań oraz współistnieniu różnych grup w codziennym życiu. W narracji kultura nie jest statycznym eksponatem, lecz dynamiczną częścią życia wsi – obecna w obrzędach, dialogach, codziennych zwyczajach, a także w relacjach z główną bohaterką i przyjezdnymi. Dzięki temu „Bosorka” staje się powieścią edukacyjną i refleksyjną, otwierającą przestrzeń do myślenia o historii, pamięci i współistnieniu różnorodnych tradycji.

Nie można pominąć wątku zaginionej córki Tekli, Anny. Jej zaginięcie i niepewność co do losu bohaterki wprowadzają aurę tajemnicy, która przenika całą narrację. Historia Anny splata się z innymi wątkami powieści, tworząc sieć powiązań między postaciami, miejscami i wydarzeniami. Zagadka jej pochodzenia, miejsca pobytu i przyczyn zniknięcia staje się jednym z motorów narracyjnych, które angażują czytelnika, zmuszają do uważnego śledzenia fabuły i interpretowania subtelnych znaków. Autorka zręcznie wykorzystuje te elementy, aby wzmocnić poczucie realności świata przedstawionego oraz jego złożoności psychologicznej i społecznej.

Pisarka posługuje się językiem, który harmonijnie łączy precyzję z poetyckim opisem natury i wiejskiego krajobrazu. Natura pełni rolę lustra psychologicznego – odbija stany emocjonalne bohaterów, staje się wskaźnikiem zmian i dynamiki relacji społecznych. Domy, gospodarstwa, pola, lasy i ogrody nie są neutralnym tłem, lecz pełnoprawnymi bohaterami, uczestnikami wydarzeń i symbolami historii, pamięci oraz życia codziennego.

Warto zwrócić uwagę na wielowątkowość powieści. Przeplatają się w niej wątki obyczajowe, kryminalne, kulturoznawcze, historyczne i psychologiczne. Każdy wątek posiada własną autonomię, a jednocześnie wchodzi w subtelne interakcje z innymi, tworząc spójną strukturę narracyjną. Marta, mieszkańcy wsi, goście agroturystyki, lokalne społeczności, biznesowe ambicje oraz historie dawnych właścicieli – wszystko współtworzy tło dla refleksji nad czasem, pamięcią, przemijaniem i miejscem człowieka w świecie. Narracja prowadzona jest z rozwagą i umiarem – autorka nie ulega pokusie sensacyjności czy dramatyzmu nadmiernego, co sprawia, że każde wydarzenie i każda postać mają swoją wagę i znaczenie.

Symbolika powieści jest bogata i wielowymiarowa. Stara posiadłość Tekli, rytuały związane z naturą, zniknięcie Anny, konflikt między tradycją a nowoczesnością, tajemnicze zdarzenia w Tymianowej – wszystkie te elementy budują klimat pełen napięcia, niepokoju, a jednocześnie refleksji. 

Powieść „Bosorka” jest również świadectwem literackiej sprawnośći autorki w zakresie tworzenia postaci. Każda postać, nawet poboczna, posiada wyrazisty charakter, motywacje i historię, które wpływają na przebieg fabuły. Nie ma postaci „jednowymiarowych”. To podejście sprawia, że świat przedstawiony wydaje się pełen życia, realistyczny, a jednocześnie otwarty na symboliczne odczytania i refleksje nad naturą ludzką.

Klimat powieści jest nastrojowy, często przechodzący w subtelną tajemniczość. Autorka pokazuje, że wieś, choć na pierwszy rzut oka spokojna, skrywa w sobie dramaty, tajemnice i zagadki, które ujawniają się stopniowo, w rytmie codziennego życia i w kontakcie z naturą.

Pierwszy tom cyklu „Pogranicze” nie tylko wprowadza czytelnika w świat bohaterów i ich codziennych zmagań, lecz także zapowiada dalszy rozwój fabuły. Tajemnice dawnych właścicieli, konflikty społeczne i kulturowe, a także historia Anny – wszystko to tworzy zaplecze do kontynuacji, obiecując kolejne warstwy opowieści i pogłębiając refleksję nad miejscem człowieka w świecie przyrody, historii i społeczności.

„Bosorka” Natalii Przeździk jest powieścią, która łączy w sobie elementy literatury obyczajowej, kryminalnej, psychologicznej i kulturoznawczej. Autorka tworzy świat, w którym wieś staje się mikroświatem, odzwierciedlającym złożoność relacji międzyludzkich, konfliktów kulturowych i indywidualnych losów. Narracja jest starannie skonstruowana, a każdy motyw, postać i wątek pełnią określoną funkcję w budowaniu spójnej, wielowymiarowej opowieści. 


Podsumowując, „Bosorka” jest powieścią, która wprowadza czytelnika w świat wiejski, pełen tajemnic, symboli i refleksji nad ludzką naturą. Autorka zręcznie balansuje między literackim klimatem, refleksją kulturoznawczą i napięciem fabularnym. To powieść, która nie tylko wciąga, lecz także otwiera przestrzeń do rozważań nad historią, kulturą, pamięcią i moralnością. Pierwszy tom cyklu „Pogranicze” zapowiada interesującą kontynuację, obiecując kolejne odkrycia w świecie, w którym przyroda, człowiek i historia splatają się w niepowtarzalny sposób.


Między jedwabiem a wolnością. Miłość i zmierzch świata w „Ostatniej gejszy z Gion”


Niektóre historie przypominają stare drzeworyty: im dłużej się im przyglądamy, tym więcej dostrzegamy szczegółów ukrytych w cieniu barw i linii. Tak właśnie działa powieść „Ostatnia gejsza z Gion” Magdaleny Buraczewskiej- Świątek – opowieść utkana z delikatnych nici pamięci, miłości i przemijania. Autorka przenosi czytelnika do świata stojącego u progu przemiany, do Japonii, w której dawne rytuały, obyczaje i hierarchie wciąż wyznaczają rytm życia, choć nad horyzontem wyraźnie widać już nadchodzące zmiany. To Japonia schyłku pewnej epoki: pełna ceremonii, ciszy ogrodów, miękkiego szelestu jedwabnych kimon i surowych zasad, które przez stulecia porządkowały życie ludzi niczym misternie utkany wzór.

Ta powieść nie jest jedynie historią uczucia. Jest raczej opowieścią o świecie, który trwa jeszcze siłą tradycji, lecz powoli zaczyna się przeobrażać. Na jej kartach spotykają się losy wielu bohaterów, a każdy z nich niesie własną historię – czasem cichą jak kroki na tatami, czasem dramatyczną jak nagłe pęknięcie struny w shamisenie. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje Hana, dziewczynka o niezwykłym pochodzeniu i jeszcze bardziej niezwykłym przeznaczeniu.

 „Ostatnia gejsza z Gion” Magdaleny Buraczewskiej-Świątek, książka nastrojowa, wielowymiarowa i zanurzona w atmosferze dawnej Japonii niczym kamienny ogród w porannej mgle. Autorka prowadzi czytelnika przez historię miłości trudnej i niemal niemożliwej, ale jednocześnie buduje szeroką panoramę kulturową świata, który znajduje się na granicy przemiany. To opowieść o uczuciu, lecz także o tożsamości, wolności, o ciężarze tradycji i o tym, jak decyzje jednych ludzi potrafią na zawsze ukształtować życie innych.

Już od pierwszych stron powieści wyraźnie widać, że Japonia nie jest w niej jedynie tłem wydarzeń. Staje się pełnoprawną bohaterką – krajem pulsującym kolorami, rytmem ceremonii, zapachem kadzideł i dźwiękiem drewnianych sandałów na kamiennych uliczkach Kioto. To Japonia epoki schyłkowej, świat powoli odchodzący w przeszłość, jak jesienne liście opadające z klonów w ogrodach świątyń. Autorka ukazuje kulturę zbudowaną z rytuałów i symboli, gdzie każdy gest ma znaczenie, a każde słowo może być jak precyzyjne cięcie pędzla na jedwabnym zwoju. Tradycja nie jest tu jednak tylko piękną dekoracją. Bywa także niewidzialnym gorsetem, który krępuje ruchy bohaterów i narzuca im role, z których nie sposób się wyzwolić.

W centrum tej opowieści znajduje się Hana. Jest wnuczką uczonego, córką samuraja oraz kobiety silnej i inteligentnej, której dramatyczna decyzja o rytualnym samobójstwie kładzie cień na całym życiu córki. Już w dzieciństwie los Hany zostaje przesądzony: dziewczynka zostaje sprzedana do domu gejsz. Ten moment stanowi symboliczne przekroczenie granicy – przejście z jednego świata do drugiego. Z przestrzeni rodzinnych wspomnień i dziecięcej niewinności trafia w rzeczywistość surowej dyscypliny, gdzie każdy dzień podporządkowany jest nauce i doskonaleniu sztuki.


Autorka z dużą wrażliwością opisuje proces kształtowania się gejszy. Nie jest to jedynie egzotyczna ciekawostka, lecz skomplikowany system wychowania i edukacji, który wymaga od młodych dziewcząt ogromnej determinacji i wyrzeczeń. Nauka tańca, muzyki, kaligrafii, konwersacji, etykiety – wszystko to tworzy złożony proces formowania osobowości. Hana stopniowo staje się kimś innym: Yukiko. Imię zmienia się jak maska w teatrze nō, lecz pod nią wciąż kryje się dziewczyna, która pamięta o swoim pochodzeniu i o świecie utraconym.

Autorka pokazuje gejsze w sposób daleki od stereotypów. Nie są one jedynie egzotycznymi ozdobami męskich spotkań, lecz artystkami i profesjonalistkami, których życie podporządkowane jest rygorystycznym zasadom. Jednocześnie jednak pisarka nie pomija drugiej strony tego świata: zależności finansowych, długów, zobowiązań wobec właścicielek okiya. Yukiko jest doskonała w swoim zawodzie – piękna, wykształcona, władająca kilkoma językami, obdarzona niezwykłą intuicją w kontaktach z ludźmi. A jednak jej życie przypomina klatkę zbudowaną z konwenansów i obowiązków. Dług wobec domu gejsz spaja ją z tym miejscem jak niewidzialny łańcuch. Nie może decydować o swoim losie, nie może wybrać drogi, którą chciałaby podążać.

Ten motyw zniewolenia jest jednym z najważniejszych wątków powieści. Autorka pokazuje, jak subtelne potrafią być mechanizmy kontroli w społeczeństwie opartym na hierarchii i tradycji. Nikt nie musi podnosić głosu ani używać przemocy – wystarczy system zależności, który oplata bohaterkę niczym niewidzialna pętla. W tej rzeczywistości wolność staje się marzeniem niemal nieosiągalnym, a każda próba wyrwania się z ustalonego porządku grozi bolesnymi konsekwencjami.

Właśnie w takim świecie pojawia się Thomas – Anglik, który przybywa do Japonii, uciekając przed skandalem obyczajowym. Jego romans z zamężną kobietą zniszczył reputację i zmusił do opuszczenia kraju. Japonia staje się dla niego miejscem schronienia, ale także przestrzenią fascynacji. Jako fotograf Thomas patrzy na świat przez obiektyw aparatu, starając się zatrzymać w kadrze ulotne chwile. W jego spojrzeniu jest ciekawość i zachwyt, ale także pragnienie zrozumienia kultury tak odmiennej od tej, w której się wychował.

Spotkanie Thomasa i Yukiko staje się jednym z najbardziej sugestywnych momentów powieści. Ich relacja rodzi się powoli – jak delikatna nić, która najpierw ledwie zaznacza swoją obecność, by z czasem splatać coraz mocniej losy bohaterów. Thomas zaczyna fotografować Yukiko, a jej wizerunek wypełnia kolejne klisze. Z początku jest to jedynie fascynacja artysty pięknem modelki. Jednak z każdym kolejnym zdjęciem Yukiko zaczyna wypełniać nie tylko jego fotografie, lecz także jego myśli.

Autorka bardzo subtelnie prowadzi rozwój tej relacji. Między bohaterami pojawia się napięcie, które można porównać do ciszy poprzedzającej uderzenie w bęben taiko – niewidoczne, lecz coraz bardziej wyczuwalne. Thomas kocha żywiołowo, niemal bez zastanowienia. Yukiko natomiast jest ostrożna. Doskonale rozumie, że pochodzą z dwóch zupełnie różnych światów. Wie też, że ani angielska, ani japońska kultura nie przyjmie takiego związku. W jej świadomości obecna jest także obawa, że dla Thomasa może stać się jedynie egzotyczną ciekawostką – piękną, lecz nietrwałą przygodą.

Motyw „czerwonej nici”, która łączy bohaterów, jest jednym z najbardziej symbolicznych elementów powieści. W tradycji dalekowschodniej oznacza ona przeznaczenie, niewidzialną więź między ludźmi, których losy są ze sobą splecione. Autorka wykorzystuje ten motyw w sposób bardzo sugestywny: nić ta plącze się, zaciska, czasem zdaje się niemal pękać, lecz nigdy nie zostaje całkowicie zerwana. Dzięki temu historia miłości Yukiko i Thomasa nabiera wymiaru niemal metafizycznego.

Jednocześnie jednak powieść nie ucieka w romantyczny idealizm. Autorka pokazuje, jak trudne i bolesne mogą być konsekwencje wyborów bohaterów. Yukiko wie, że nie może przestać być gejszą. Wie także, że w każdym kraju jedno z nich byłoby obce – ona w Europie, on w Japonii. Ta świadomość sprawia, że jej uczucie jest pełne sprzeczności. Kocha, lecz jednocześnie boi się miłości.

Jena decyzja Hany staje się momentem granicznym, który przenosi powieść w zupełnie inne realia. Dotychczasowy świat – uporządkowany przez rytuały, zobowiązania i zależności – zaczyna się kruszyć, ustępując miejsca niepewności i konieczności wyboru. Bohaterka musi zdecydować, czy pozostać w przestrzeni, która ją ukształtowała, lecz jednocześnie więzi, czy też odważyć się przekroczyć próg nieznanego. Od tej chwili życie zaczyna pisać własny, nieprzewidywalny scenariusz, a droga Hany zamienia się w lot ku wolności – trudny, bolesny, lecz naznaczony nadzieją na świat, w którym sama będzie mogła decydować o swoim losie.

Warto podkreślić, że „Ostatnia gejsza z Gion” nie jest jedynie historią dwojga ludzi. Powieść ma wyraźnie epicki charakter. Na kartach książki pojawia się wielu bohaterów, z których każdy niesie własną historię i własne dramaty. Postacie te tworzą wielobarwną mozaikę społeczeństwa. Dzięki temu świat przedstawiony w powieści zyskuje głębię i autentyczność.

Autorka z dużą dbałością o szczegóły odtwarza realia epoki. Czytelnik niemal słyszy szelest jedwabnych kimon, czuje zapach herbaty parzonej podczas ceremonii, widzi światło lampionów odbijające się w wodach rzeki. Opisy pejzaży są niezwykle plastyczne – jakby inspirowane tradycyjnym malarstwem japońskim. Miasta i ogrody przedstawione są z taką precyzją, że stają się integralną częścią narracji.

Jednocześnie autorka potrafi zachować równowagę między opisem a akcją. Powieść jest bardzo obrazowa, lecz nie popada w przesadę. Każdy detal służy budowaniu atmosfery i pogłębianiu znaczenia historii. Dzięki temu czytelnik nie ma poczucia obcowania z egzotyczną dekoracją, lecz z prawdziwym światem, który oddycha i zmienia się wraz z bohaterami.

Jednym z najbardziej interesujących wątków książki jest refleksja nad przemijaniem kultury. Japonia przedstawiona w powieści znajduje się w momencie przełomu. Tradycyjne wartości zaczynają ustępować miejsca nowoczesności, a świat gejsz – z jego surowymi zasadami i rytuałami – powoli traci znaczenie. Autorka pokazuje ten proces z dużą wrażliwością. Nie jest to gwałtowna rewolucja, lecz raczej powolne przesuwanie się granic – jak zmiana pór roku w ogrodzie.

W tym kontekście Yukiko staje się symbolem epoki, która odchodzi. Jest doskonałym ucieleśnieniem tradycji, a jednocześnie osobą, która pragnie wolności. Ten konflikt sprawia, że jej postać jest niezwykle wyrazista psychologicznie. Nie jest bierną ofiarą losu. Przeciwnie – ma w sobie siłę, by podjąć decyzję o odejściu, nawet jeśli oznacza to utratę wszystkiego, co znała.

Motyw wolności powraca w powieści wielokrotnie. Dla Yukiko nie oznacza on jedynie możliwości wyboru partnera czy miejsca życia. Wolność jest dla niej prawem do decydowania o sobie, do budowania własnej tożsamości. To pragnienie jest tak silne, że bohaterka gotowa jest ponieść dotkliwe konsekwencje swoich decyzji.

W tym sensie powieść Magdaleny Buraczewskiej-Świątek można odczytać także jako opowieść o kobietach. O kobietach, które przez wieki funkcjonowały w świecie zdominowanym przez oczekiwania innych. Gejsze istniały dla innych – dla gości, dla patronów, dla systemu społecznego. Ich talent, inteligencja i wrażliwość były podporządkowane cudzym potrzebom. Historia Yukiko pokazuje, jak trudne jest wyrwanie się z takiej roli.

Relacja z Thomasem staje się dla niej impulsem do refleksji nad własnym życiem. Miłość działa tu jak lustro, w którym bohaterka zaczyna widzieć siebie wyraźniej. Dzięki temu uczuciu odkrywa, że nie potrafi żyć w więzieniu zależności. Jednocześnie jednak zdaje sobie sprawę, że wybór wolności oznacza także stratę.

Powieść jest więc historią paradoksów. Miłość przynosi szczęście, lecz także ból. Wolność otwiera nowe możliwości, ale jednocześnie pozbawia poczucia bezpieczeństwa. Tradycja daje poczucie zakorzenienia, lecz może stać się także źródłem zniewolenia.

Jednym z największych atutów książki jest jej język. Autorka posługuje się stylem eleganckim i sugestywnym, ale jednocześnie unikającym patosu. Narracja płynie spokojnie, jak nurt rzeki przecinającej stare Kioto. Porównania i metafory budują nastrój, lecz nigdy nie przytłaczają opowieści. Dzięki temu tekst ma w sobie lekkość, która pozwala czytelnikowi zanurzyć się w historii bez poczucia sztuczności.

„Ostatnia gejsza z Gion” pozostaje w pamięci także dlatego, że nie daje prostych odpowiedzi. Autorka nie moralizuje i nie ocenia swoich bohaterów. Pokazuje jedynie, jak skomplikowane potrafią być ludzkie losy. W świecie powieści każda decyzja ma swoje konsekwencje, a każdy wybór wiąże się z utratą czegoś innego.

W rezultacie powstaje książka, która jest czymś więcej niż tylko romansową historią osadzoną w egzotycznych realiach. To opowieść o ludzkiej tożsamości, o pragnieniu życia na własnych zasadach, o odwadze potrzebnej do przekroczenia granic wyznaczonych przez kulturę i tradycję. To także elegia dla świata, który powoli odchodzi – świata ceremonii, symboli i wartości, które przez wieki kształtowały japońską rzeczywistość.

Magdalena Buraczewska-Świątek stworzyła powieść poruszającą i niezwykle sugestywną. Jej siła tkwi w równowadze między emocją a refleksją, między historią jednostki a panoramą kultury. Dzięki temu „Ostatnia gejsza z Gion” staje się literackim mostem między Wschodem a Zachodem, między przeszłością a teraźniejszością.

To książka, która – niczym fotografia wykonana w odpowiednim momencie – zatrzymuje chwilę, zanim ta zniknie w mroku historii. I właśnie dlatego czyta się ją z poczuciem obcowania z czymś więcej niż opowieścią: z próbą ocalenia pamięci o świecie, w którym jedwabne kimona szumiały w rytmie dawnych melodii, a miłość potrafiła być równie piękna jak niebezpieczna.


niedziela, 8 marca 2026

Spirala nienawiści. O świecie, który sam stworzył własną przemoc. Natasza Socha „Hejterka”

 Cóż napisać o książce, o której w ostatnich dniach napisano już chyba wszystko? Cóż napisać o książce, która spowodowała, że człowiek rozpada się na milion kawałków – nie dlatego, że autorka szuka łatwych wzruszeń, lecz dlatego, że dotyka samego rdzenia współczesnego doświadczenia. W obliczu takiej lektury recenzent staje wobec trudnego zadania: nie chodzi bowiem o powtórzenie tego, co już powiedziano, ani o popis stylistyczny, lecz o próbę odpowiedzialnego nazwania zjawiska, które książka ukazuje z niezwykłą przenikliwością.

Powieść „Hejterka” nie jest thrillerem. Nie buduje napięcia poprzez sensacyjną fabułę ani poprzez dramatyczne zwroty akcji. A jednak wprawia odbiorcę w stan najwyższego lęku. Lęku tym bardziej przejmującego, że nie wynika on z wyobrażonej katastrofy czy fantastycznej wizji świata, lecz z rzeczywistości aż nazbyt dobrze znanej. To powieść o współczesnym świecie – i to właśnie jest w niej najbardziej przerażające.

Nie trzeba kreować nieistniejących krain, w których toczy się- jak w Narnii-  wielka walka dobra ze złem. Nie trzeba budować symbolicznych królestw ani wyprowadzać bohaterów poza granice codzienności. Nasz świat w zupełności wystarczy. Nasz – a więc świat stworzony przez nas samych, przez współczesnych ludzi, przez system relacji, który zbudowaliśmy i w którym coraz trudniej odnaleźć bezpieczną przestrzeń.

To właśnie w tej rzeczywistości umieszcza swoją historię Natasza Socha. Nie w świecie wyjątkowym, lecz w świecie zwyczajnym. Nie wśród bohaterów obdarzonych niezwykłymi zdolnościami, lecz wśród ludzi, których można spotkać każdego dnia. Ta zwyczajność jest tu jednak tylko pozorem spokoju. Pod jej powierzchnią pulsuje bowiem napięcie, które w pewnym momencie musi znaleźć ujście.

Zwyczajność jako punkt wyjścia

Poznajemy Helenę – Helę. Z pozoru niczym się nie wyróżnia. Jest normalną nastolatką. Żyje jak jej rówieśnicy, ubiera się jak oni, chodzi do szkoły, ma marzenia i plany na przyszłość. W jej codzienności nie ma nic spektakularnego. To życie podobne do życia milionów młodych ludzi.

Jednak w tej zwyczajności kryje się coś, co subtelnie odróżnia ją od otoczenia. Hela jest osobą wrażliwą. Posiada zmysł artystyczny, a jej sposób postrzegania świata nosi wyraźne znamiona wrażliwości malarskiej. Dostrzega w zwykłych rzeczach coś, co dla innych pozostaje niewidoczne. Patrzy na rzeczywistość w sposób uważny, skupiony, niemal kontemplacyjny.

Ta cecha nie jest w powieści jedynie dodatkiem do charakterystyki bohaterki. Staje się ona jednym z kluczowych elementów jej losu. Wrażliwość bowiem nie tylko wzbogaca ludzkie doświadczenie, lecz także czyni człowieka bardziej podatnym na zranienie. Osoba wrażliwa odbiera świat intensywniej, głębiej, a zarazem boleśniej.

Hela posiada jeszcze jeden ważny atut: rodzinę. Nie jest to rodzina spektakularna, która imponuje bogactwem czy społecznym prestiżem. Nie ma tu basenów, luksusowych samochodów ani zakupów za miliony. Jest natomiast coś znacznie cenniejszego: codzienna obecność. Matka, która lubi gotować. Ojciec, który lubi żartować – choć z marnym skutkiem. Wspólne kolacje. Rozmowy przy stole. Dyskusje o sprawach błahych i ważnych. Zwyczajne zakupy. Czas spędzony razem. To wszystko wydaje się drobiazgiem. A jednak w perspektywie powieści staje się czymś ogromnie ważnym. Bo właśnie ta zwyczajność buduje poczucie bezpieczeństwa. Tworzy przestrzeń, w której człowiek może wzrastać.

Hela ma także przyjaciółkę, z którą śmieje się z rzeczy pozornie nieważnych, układa puzzle, dzieli drobne radości codzienności. Nie są to wydarzenia nadzwyczajne, lecz to one właśnie składają się na tkankę życia.

I właśnie ta zwyczajność staje się jej największym przekleństwem.

Zawiść jako siła niszcząca

W powieści Nataszy Sochy niezwykle wyraźnie ujawnia się pewien mechanizm społeczny: paradoksalna nienawiść wobec zwyczajności.

Życie Heli – spokojne, stabilne, pozbawione dramatów – budzi w niektórych osobach niechęć. To, co dla niej jest naturalnym środowiskiem, dla innych staje się powodem frustracji. Jej codzienność uruchamia spiralę zazdrości.

Tu pojawia się druga ważna postać powieści: Anka. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to ona jest osobą uprzywilejowaną. Posiada popularność. Zajmuje wysoką pozycję w grupie rówieśniczej. Jest atrakcyjna, pewna siebie, otoczona zainteresowaniem. A jednak to wszystko nie daje jej tego, czego naprawdę potrzebuje.

Popularność nie zastępuje poczucia bezpieczeństwa. Pozycja w grupie nie gwarantuje prawdziwej przynależności. Zewnętrzne sukcesy nie wypełniają pustki emocjonalnej. Właśnie ta pustka staje się źródłem nienawiści.

Anka patrzy na Helenę i widzi w niej kogoś, kto – w jej przekonaniu – ma zbyt wiele. Kogoś, kto jest nijaki, a jednak posiada coś niezwykle ważnego: stabilność emocjonalną, rodzinę, naturalność.

Z tej sprzeczności rodzi się gniew.

Mechanizm hejtu

Anka nie działa impulsywnie. Jej działania mają charakter przemyślany. Knuję misterną intrygę, wykorzystując swoje zdolności przywódcze. Potrafi wpływać na innych, kierować emocjami grupy, wyznaczać jej kierunek. 

Ona mówi – inni robią. To zdanie doskonale oddaje mechanizm społeczny, który powieść ukazuje z dużą przenikliwością. W grupie rówieśniczej bardzo często pojawia się osoba inicjująca działania, natomiast reszta uczestników przejmuje rolę wykonawców. Odpowiedzialność rozmywa się w zbiorowości.

Hejt rusza. Najpierw powoli. Potem coraz szybciej. Rozpędza się jak kula śnieżna. Nabiera prędkości, siły i zasięgu. Niszczy wszystko na swojej drodze.

W tym miejscu powieść dotyka jednego z najważniejszych problemów współczesności: cyberprzemocy.

Rówieśnicy Heli dysponują narzędziem, które zmienia charakter przemocy. Jest nim telefon z dostępem do internetu. W ich rękach staje się on bronią o ogromnej sile oddziaływania. Dzięki niemu mogą tworzyć alternatywną rzeczywistość. Preparować informacje. Generować fake newsy. Rozpowszechniać je bez umiaru i bez zahamowań.

Cyberprzemoc nie zna granic. Nie ma w niej miejsca na refleksję ani na odpowiedzialność. Nie oszczędza nikogo. Nie bierze jeńców.

Samotność w tłumie

Helena zaczyna doświadczać czegoś, co można określić jako głębokie wyalienowanie. Żyje wśród ludzi, lecz jest sama. Nie rozumie mechanizmów, które ją otaczają. Nie zna przyczyny nienawiści. Nie potrafi znaleźć logicznego wyjaśnienia dla wydarzeń, które nagle zaczynają dominować w jej życiu. Każdy kolejny dzień przynosi nowy atak. Każde kolejne słowo, zdjęcie czy komentarz staje się elementem destrukcyjnej narracji. W pewnym momencie bohaterka zaczyna mieć wrażenie, że funkcjonuje w dwóch rzeczywistościach jednocześnie. Jedna jest rzeczywistością codzienności: szkoły, domu, rozmów z rodzicami. Druga – rzeczywistością internetowej nagonki, która rozlewa się poza granice ekranu i zaczyna przenikać do życia realnego. To właśnie ten moment jest jednym z najbardziej przejmujących elementów powieści. Pokazuje on bowiem, jak łatwo ulega zatarciu granica między światem wirtualnym, a światem realnym.

Bezradność dorosłych

Jednym z najważniejszych wątków powieści jest reakcja dorosłych. Rodzice, nauczyciele, opiekunowie – wszyscy oni próbują zrozumieć sytuację. Jednak bardzo często okazuje się, że ich narzędzia interpretacyjne pochodzą z innej epoki. Myślą kategoriami sprzed dekady. Nie potrafią odnaleźć się w rzeczywistości mediów społecznościowych. Nie rozumieją dynamiki internetowych konfliktów. Ich argumenty nie trafiają do młodzieży, która funkcjonuje w zupełnie innym systemie komunikacji.

To nie jest jedynie problem technologiczny. To także świadectwo głębszego zjawiska: kryzysu autorytetów.

Dorośli coraz częściej tracą zdolność wpływania na młode pokolenie. Nie dlatego, że brakuje im dobrej woli, lecz dlatego, że rzeczywistość zmienia się szybciej niż ich kompetencje.

Rodzice Heli

Na tle tej ogólnej bezradności szczególnie ważną rolę odgrywają rodzice Heli. Nie są oni bohaterami idealnymi. Nie posiadają gotowych rozwiązań. Często sami czują się zagubieni. Jednak robią coś niezwykle ważnego: są obecni. Poruszają niebo i ziemię, aby pomóc córce. Szukają wsparcia, próbują zrozumieć sytuację, reagują na kolejne wydarzenia. Ich działania nie zawsze przynoszą natychmiastowy efekt. Jednak sama obecność rodziców okazuje się jednym z najważniejszych elementów ochronnych.

W świecie, w którym tak wiele relacji ulega rozpadowi, obecność drugiego człowieka nabiera szczególnego znaczenia.

Kogo niszczy hejt?

Powieść stawia pytanie fundamentalne: kogo niszczy hejt? Odpowiedź wydaje się oczywista: ofiarę. To ona doświadcza upokorzenia, izolacji, lęku. To jej życie zostaje wystawione na publiczne osądzenie. Jednak powieść sugeruje, że sprawa jest bardziej złożona. Czasami bowiem oprawca staje się własną ofiarą. Nienawiść, którą kieruje wobec innych, zaczyna stopniowo niszczyć również jego samego. Zamiast przynieść poczucie siły, prowadzi do pogłębienia wewnętrznej pustki.

W tym sensie hejt jest zjawiskiem autodestrukcyjnym. Niszczy nie tylko tych, przeciw którym jest skierowany, lecz także tych, którzy go generują.

Studium zachowań

Jedną z największych zalet powieści jest jej wartość analityczna. Autorka nie ogranicza się do przedstawienia dramatycznej historii. Tworzy również bardzo przekonujące studium zachowań społecznych. 

Powieść pokazuje mechanizmy działania grupy, dynamikę konfliktu oraz proces stopniowej eskalacji agresji. Szczególnie interesujący jest sposób, w jaki autorka ukazuje funkcjonowanie zbiorowości młodych ludzi poddanych wpływowi jednostki dominującej.

Nie mamy tu do czynienia wyłącznie z biernymi obserwatorami przemocy. Znacznie częściej pojawia się zjawisko bardziej złożone i zarazem bardziej niepokojące: grupa nastolatków, która pierwotnie pozostawała wobec ofiary obojętna, zostaje stopniowo wciągnięta w mechanizm nienawiści. Dzieje się tak nie dlatego, że wszyscy odczuwają wobec niej rzeczywistą wrogość, lecz dlatego, że ulegają wpływowi osoby posiadającej dominującą pozycję w grupie.

Jednostka o silnej osobowości, obdarzona zdolnościami przywódczymi, potrafi narzucić interpretację wydarzeń i wyznaczyć kierunek zbiorowych emocji. Wówczas pozostali uczestnicy relacji społecznej zaczynają działać nie tyle zgodnie z własnymi przekonaniami, ile zgodnie z logiką grupowego przetrwania. Pojawia się lęk przed utratą pozycji, przed wykluczeniem, przed znalezieniem się po niewłaściwej stronie konfliktu.

W takich warunkach mechanizm manipulacji działa wyjątkowo skutecznie. Nastolatkowie, którzy wcześniej nie mieli wobec ofiary żadnych negatywnych odczuć, zaczynają powtarzać cudze oskarżenia, udostępniać obraźliwe treści, uczestniczyć w zbiorowym ataku. Nie dlatego, że sami są jego inicjatorami, lecz dlatego, że obawiają się konsekwencji sprzeciwu.

W ten sposób przemoc przestaje być działaniem jednostki, a staje się zjawiskiem zbiorowym. Odpowiedzialność rozprasza się w tłumie, a spirala nienawiści nabiera rozpędu, którego nikt nie potrafi już zatrzymać.

Świadectwo epoki

Powieść „Hejterka” można czytać nie tylko jako historię jednostki, lecz także jako dokument pewnego momentu historycznego. Jest to świadectwo epoki, w której komunikacja międzyludzka została w ogromnym stopniu przeniesiona do przestrzeni cyfrowej. Epoki, w której słowo pisane w internecie potrafi mieć większą siłę niż bezpośrednia rozmowa. Niestety jest to świadectwo raczej ponure. Pokazuje bowiem, że technologia, która miała łączyć ludzi, bardzo często staje się narzędziem ich wzajemnego niszczenia.

Moralny wydźwięk powieści

Nie ulega wątpliwości, że książka Nataszy Sochy posiada bardzo silny wydźwięk moralny. Nie jest to jednak moralizatorstwo w prostym sensie. Autorka nie narzuca czytelnikowi gotowych ocen. Raczej stawia go wobec sytuacji, które zmuszają do refleksji. Po lekturze trudno pozostać obojętnym. 

Lektura tej powieści prowokuje również do namysłu nad społeczną reakcją na zjawisko hejtu i cyberprzemocy. O problemie mówi się dziś wiele. Powszechnie powtarza się, że hejt istnieje i że jest zjawiskiem szkodliwym. Na tym jednak bardzo często refleksja się kończy. Znacznie rzadziej pojawia się poważna rozmowa o tym, jak zachować się w sytuacji, gdy jesteśmy świadkami przemocy, gdy dotyka ona bezpośrednio nas samych albo naszych bliskich.

Świadomość problemu nie zawsze przekłada się na realne strategie działania. Tymczasem właśnie ich najbardziej brakuje. Kilka programów profilaktycznych, opatrzonych ministerialnym podpisem, nie rozwiązuje sprawy. Dokumenty, hasła i deklaracje nie są w stanie zastąpić realnego przygotowania ludzi do reagowania na przemoc, która rozgrywa się na ich oczach.

Dlatego powieść Nataszy Sochy ma tak duże znaczenie. Zmusza bowiem czytelnika nie tylko do uznania istnienia problemu, lecz także do postawienia trudnego pytania o własną odpowiedzialność i o to, czy potrafimy zrobić coś więcej niż jedynie nazwać zło po imieniu. O to, czy w sytuacji przemocy umiemy zareagować. Czy nie należymy do tych, którzy wolą odwrócić wzrok. Bo właśnie taki mechanizm pojawia się w rzeczywistości społecznej bardzo często. Widzimy nadchodzącą falę nienawiści. A jednak staramy się wtopić w uciekający tłum. Wspiąć się na najwyższe drzewo, by tsunami nas nie porwało. Uchronić siebie kosztem innych. Pozostaje jednak pytanie: kto poda rękę temu, który biegnie na końcu?

Siła emocjonalna

Nie sposób pominąć również ogromnego ładunku emocjonalnego tej powieści. Autorka potrafi prowadzić narrację w sposób, który angażuje czytelnika nie tylko intelektualnie, lecz także emocjonalnie. Czytelnik nie obserwuje wydarzeń z bezpiecznego dystansu. Zostaje w nie wciągnięty. Wraz z bohaterką doświadcza napięcia, niepewności i lęku. Ten emocjonalny wymiar nie jest jednak celem samym w sobie. Służy on raczej temu, by czytelnik mógł głębiej zrozumieć dramat sytuacji.

Książka konieczna

Na końcu pozostaje pytanie o znaczenie tej powieści. Można powiedzieć bez przesady, że jest to książka konieczna. Powinni ją przeczytać młodzi ludzie, którzy na co dzień funkcjonują w świecie mediów społecznościowych. Powinni ją przeczytać także dorośli, którzy próbują zrozumieć rzeczywistość swoich dzieci. Najlepiej czytać ją uważnie. Ze znacznikami pod ręką. Zatrzymując się przy ważnych fragmentach, które zmuszają do refleksji. Bo jeśli nie będziemy nazywać zła, ono będzie powracać. Jeśli nie będziemy rozumieć mechanizmów nienawiści, będziemy je nieświadomie powtarzać. Powieść „Hejterka” przypomina o tym w sposób niezwykle mocny. I właśnie dlatego jest to książka, której nie można zignorować.



piątek, 6 marca 2026

Europejski Dzień Logopedy – o pasji, cierpliwości i sile słów


Nie każdy o tym wie, ale logopedia to moja druga wielka pasja. 💬 I właśnie dziś, w Europejski Dzień Logopedy, jest idealny moment, żeby o tym opowiedzieć. Bo choć nie jest to zawód, który codziennie pojawia się w nagłówkach, to jego znaczenie bywa ogromne – i często niewidoczne dla tych, którzy nie mają z nim bezpośredniego kontaktu.

Logopedia to dziedzina, w której małe rzeczy mają ogromną moc. Jedna głoska, jedno poprawnie wypowiedziane słowo, jeden moment, w którym ktoś nagle mówi wyraźniej niż wcześniej – to właśnie te drobne chwile budują satysfakcję z pracy. Każdy taki moment to sukces, który może zmienić życie osoby, dla której wyraźna mowa to coś więcej niż tylko technika – to sposób na swobodne wyrażanie siebie, na bycie zrozumianym i obecnym w świecie.

W logopedii chodzi jednak o znacznie więcej niż o powtarzanie trudnych głosek przed lustrem. To przede wszystkim uważność, cierpliwość i wrażliwość. To codzienna obserwacja postępów – nawet tych najmniejszych – i radość z każdego, choćby minimalnego, kroku do przodu. Czasem jeden wyraźny dźwięk, jeden poprawny głos, jedna świadoma próba – i nagle pojawia się poczucie, że to, co robimy, ma realny wpływ. To właśnie te momenty dają poczucie sensu, które trudno porównać z czymkolwiek innym.

Logopedia uczy też, jak wielką moc mają słowa. Możliwość wypowiedzenia czegoś w pełni, bez wstydu czy ograniczeń, daje pewność siebie, poczucie autonomii i odwagę do komunikowania swoich potrzeb. Dla dzieci, dorosłych, osób starszych – niezależnie od wieku – wyraźna mowa to wolność. Bo w końcu każdy zasługuje na to, by być usłyszanym i zrozumianym.


Cieszę się ogromnie, że logopedia pojawiła się w moim życiu. To pasja, która przychodzi czasem niespodziewanie, ale zostaje na długo. To rodzaj pracy, w której człowiek stale się uczy – zarówno od pacjentów, jak i od samego procesu terapii. To także ogromna satysfakcja i poczucie odpowiedzialności: nawet najmniejszy sukces w terapii może mieć znaczenie, którego nie sposób przecenić.

Dziś, w Europejski Dzień Logopedy, chciałabym złożyć wszystkim logopedkom i logopedom najserdeczniejsze życzenia. Życzę Wam cierpliwości, uważności, siły i radości z pracy. I oczywiście wielu pięknych głosek – tych, które sprawiają, że terapia kończy się sukcesem, a pacjenci czują się pewnie w swoim głosie i w swoim świecie.

Bo choć logopedia to dziedzina często skryta, to jej znaczenie jest ogromne. Każde dobrze wypowiedziane słowo, każda poprawna głoska, każdy krok do przodu to małe zwycięstwo, które w efekcie zmienia życie – i warto o tym mówić.



Między cieniem wojny a światłem renesansu. O „Nocnym portrecie” Laury Morelli

Historia sztuki bywa opisywana jak wielka galeria: przestrzeń pełna obrazów, które wiszą spokojnie na ścianach, oddzielone od codzienności dyskretną ramą muzealnej ciszy. Literatura potrafi jednak rozsunąć tę ramę i wpuścić do środka ruch – ludzi, emocje, dramaty epok. W takich momentach obraz przestaje być jedynie przedmiotem kontemplacji, a staje się węzłem splatającym losy wielu istnień. W powieści „Nocny portret” Laury Morelli właśnie taką rolę odgrywa jedno z najbardziej rozpoznawalnych dzieł renesansu – „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci.

Powieść została zbudowana jak wielowarstwowe płótno. Poszczególne wątki nakładają się na siebie niczym kolejne laserunki w malarstwie olejnym: cienkie, półprzezroczyste warstwy barwy, które dopiero razem tworzą pełnię obrazu. Cztery perspektywy bohaterów i cztery płaszczyzny czasowe budują narrację rozpiętą pomiędzy renesansowym Mediolanem a dramatem XX wieku. W centrum pozostaje portret Cecilii Gallerani – kobiety, której twarz została utrwalona ręką mistrza, a zarazem dzieło, które w powieści funkcjonuje jak niemy świadek historii.

Autorka konstruuje opowieść na przecięciu dwóch wielkich tematów: sztuki i wojny. Zestawia świat renesansowego dworu z brutalnością II wojny światowej, jakby zestawiała dwa kontrastujące pigmenty na palecie – złocistą ochrę i chłodny grafit. W efekcie powstaje narracja, w której sztuka nie jest jedynie tłem, lecz jednym z głównych bohaterów.

Konstrukcja narracyjna: cztery perspektywy

Struktura powieści opiera się na czterech postaciach. Dwie należą do czasów współczesnych wobec wojny – Edith i Dominic – dwie do renesansowego Mediolanu – Cecilia i Leonardo. Zabieg ten przypomina kompozycję dyptyku, w którym dwa skrzydła obrazu pozostają oddzielne, lecz sens powstaje dopiero wtedy, gdy ogląda się je razem.

Narracja przemieszcza się między epokami w rytmie przypominającym ruch spojrzenia po galerii obrazów. Czytelnik raz zatrzymuje się przed sceną dworską z końca XV wieku, by chwilę później przenieść się do okupowanej Europy, gdzie dzieła sztuki stają się łupem wojennym.

Elementem spajającym te płaszczyzny jest portret Cecilii Gallerani. Obraz nie tylko pojawia się w każdej z historii – staje się osią, wokół której obracają się ludzkie decyzje, pragnienia i konflikty moralne.

Edith – między wiedzą a sumieniem

Jedną z najbardziej wyrazistych postaci powieści jest Edith. To zdolna i kompetentna pracowniczka muzeum, kobieta o ogromnej wiedzy historyczno-artystycznej. Jej kompetencje sprawiają jednak, że zostaje wciągnięta w mechanizm wojny w sposób szczególnie dramatyczny.

Zostaje wysłana na front nie jako żołnierz, lecz jako specjalistka od sztuki. Jej zadaniem jest koordynowanie procederu grabieży dzieł – odbierania ich prawowitym właścicielom i przekazywania władzom hitlerowskim. Ma katalogować obrazy, zabezpieczać je, klasyfikować i wysyłać do wyznaczonych miejsc.

To właśnie ta sytuacja staje się źródłem jej największego konfliktu. Wiedza, która dotąd była dla niej powodem dumy, nagle zamienia się w narzędzie przemocy.

Kontakt z Hansem Frankiem pogłębia jej wewnętrzny sprzeciw. Dla Edith gubernator od zawsze ma twarz zbrodniarza – nie tylko przedstawiciela systemu, lecz człowieka, który wykorzystuje kulturę jako trofeum władzy.

Autorka pokazuje w tej postaci dramat osoby zmuszonej do współudziału w czymś, co uważa za niemoralne. Edith nie potrafi pogodzić się z grabieżą sztuki. Jeszcze trudniej jest jej zaakceptować losy właścicieli tych dzieł – ludzi, którzy często znikają w mroku wojennej przemocy.

W odpowiedzi na tę sytuację rodzi się w niej bunt. Kobieta zaczyna prowadzić własną, ukrytą akcję dywersyjną: potajemnie kataloguje dzieła sztuki wraz z nazwiskami ich prawowitych właścicieli.

To działanie przypomina malarskie podmalowanie – warstwę, która pozostaje niewidoczna dla powierzchownego oka, lecz decyduje o ostatecznym kształcie obrazu.

Edith ryzykuje życie, lecz ma świadomość, że musi to zrobić. W jej decyzjach pobrzmiewa także osobisty ból: w Monachium pozostaje chory ojciec, a wojna zabrała jej niemal wszystko, co tworzyło dotąd jej świat.

Dominic – żołnierz i świadek

Drugą ważną postacią wojennej części narracji jest Dominic – amerykański żołnierz, który po lądowaniu w Normandii zostaje skierowany na front na terytorium wroga. Jego historia odsłania odmienny wymiar doświadczenia wojny. W jego perspektywie konflikt zbrojny nie jest jedynie ciągiem militarnych działań, lecz także przestrzenią konfrontacji z ludzkim cierpieniem, zniszczeniem i moralnymi dylematami, których skala często przekracza wyobrażenia tych, którzy pozostali z dala od linii frontu.

Dominic trafia do specjalnej jednostki, której zadaniem jest odnajdywanie i zabezpieczanie dzieł sztuki zrabowanych w czasie wojny. Z jednej strony osłania działania wojskowe, z drugiej – wraz z innymi żołnierzami próbuje odnaleźć dzieła sztuki ukryte przez nazistów.

Powieść prowadzi czytelnika przez miejsca, które brzmią jak mroczne komory historii: kopalnie, w których ukryto skradzione obrazy i rzeźby, oraz obozy koncentracyjne. Dominic trafia do Dachau Concentration Camp tuż po jego wyzwoleniu. Skala bestialstwa pozostawia w jego pamięci ślad, który nie znika.

Jednocześnie bohater pozostaje człowiekiem niezwykle wrażliwym. Nieustannie towarzyszy mu tęsknota za żoną i małą córką, a gdy przebywa na froncie, rodzi się jego drugie dziecko. Najgłębszym i najprostszym marzeniem pozostaje dla niego powrót do domu i do rodziny.

Dominic rysuje. Ten drobny szczegół staje się istotny – jakby sztuka była dla niego sposobem ocalenia własnej wrażliwości w świecie brutalności.

Jego losy splatają się z losami Edith. Ich spotkanie i współpraca wnoszą do powieści nową dynamikę. Łączy ich portret Cecilii Gallerani – obraz, który przyciąga ich jak magnetyczne pole. Dominic czuje się zahipnotyzowany jego urodą i artyzmem.


Renesansowa historia: Cecilia

Druga płaszczyzna powieści przenosi czytelnika do renesansowego Mediolanu. Tutaj poznajemy Cecilię Gallerani – młodą kobietę, która stanie się modelką mistrza. Cecilia jest kochanką księcia Mediolanu, Ludovico Sforza. To on zamawia jej portret u Leonarda.

Życie na dworze okazuje się jednak przestrzenią pełną sprzeczności. Jednego dnia Cecilia doświadcza uwielbienia i splendoru, następnego zostaje odsunięta na bok. Dworskie relacje przypominają misterną sieć linii w rysunku piórkiem – delikatnych, lecz łatwo ulegających deformacji.

Cecilia przeżywa wzloty i upadki. Uczy się zasad życia w świecie, w którym władza i konwenanse decydują o ludzkim losie.

Portret, który powstaje w pracowni Leonarda, staje się dla niej czymś więcej niż wizerunkiem. To zapis chwili, w której czuje się zauważona i zrozumiana.

Leonardo – między powinnością a pasją

Czwartą postacią narracji jest sam Leonardo da Vinci. W powieści poznajemy go w czasie pobytu na mediolańskim dworze.

Leonardo marzy o konstruowaniu wynalazków i machin wojennych. Jego wyobraźnia wybiega daleko poza malarstwo. Tymczasem to właśnie portrety przynoszą mu uznanie.

Powstanie wizerunku Cecilii nie jest więc dla niego jedynie zadaniem artystycznym – to także kompromis między pragnieniami a koniecznością.

Relacja z młodą modelką nie jest jednak uciążliwa. Między nimi rodzi się nić przyjaźni. Leonardo staje się dla Cecilii przewodnikiem po świecie dworskich zasad, tłumacząc jej mechanizmy rządzące otoczeniem księcia.

Portret odnosi sukces. Jednak z powodu konwenansów – i na żądanie książęcej małżonki – zostaje usunięty z dworu i trafia do Cecilii. Dla niej jest prawdziwym skarbem, przedmiotem o ogromnej wartości sentymentalnej.


Analogiczne losy bohaterów

Jednym z najbardziej interesujących elementów powieści jest sposób, w jaki autorka zestawia ze sobą postacie z różnych epok.

Między Cecilią a Edith pojawia się wyraźna analogia. Obie funkcjonują w świecie zdominowanym przez mężczyzn, którzy próbują je wykorzystać. Obie muszą walczyć o własną niezależność i o prawo do decydowania o sobie.

Podobną paralelę można dostrzec między Leonardem a Dominicem. Każdy z nich robi to, co musi – choć ich serca pragną czegoś innego. Leonardo chciałby konstruować maszyny i badać świat, lecz maluje portret. Dominic marzy o powrocie do domu, lecz musi walczyć.

Te zestawienia tworzą w powieści układ przypominający kompozycję renesansowego fresku, gdzie poszczególne postacie rozmieszczone są w taki sposób, by ich gesty i spojrzenia prowadziły wzrok widza.

Motyw dzieła sztuki

Centralnym punktem narracji pozostaje portret Cecilii. Dla Cecilii jest pamiątką miłości i młodości. Dla Leonarda – świadectwem artystycznego kunsztu. Dla Edith – obiektem, który należy ochronić przed zniszczeniem. Dla Dominica – obrazem, który potrafi zatrzymać wzrok nawet w środku wojennego chaosu.

Portret działa jak zwierciadło. Każda postać widzi w nim coś innego, ale każda reaguje na jego niezwykłą siłę.

Wojna i grabież sztuki

Jednym z najmocniejszych wątków powieści jest temat grabieży dzieł sztuki podczas II wojny światowej. Faszystowskie Niemcy próbowały zagarnąć dla siebie wszystko, co uznawały za wartościowe. Sztuka stawała się trofeum, symbolem prestiżu i władzy.

Morelli pokazuje jednak także inną stronę tej historii. Wśród Niemców byli ludzie, którzy nie zgadzali się na rabunek. Postacie takie jak Edith pokazują, że nawet w systemie przemocy możliwe było zachowanie moralnego sprzeciwu.

Człowiek w ekstremalnych warunkach


Powieść dotyka wielu trudnych tematów: bestialstwa wojny, morderstw, zagłady motywowanej fanatyzmem. Jednocześnie skupia się na psychologii jednostki. Bohaterowie zostają postawieni w sytuacjach granicznych. Ich wybory nie są łatwe ani jednoznaczne.

W tym sensie książka staje się refleksją nad moralnością – nad tym, jak człowiek zachowuje się wtedy, gdy rzeczywistość wymaga od niego decyzji sprzecznych z własnym sumieniem.

Walory powieści

Największą siłą „Nocnego portretu” jest jego koncepcja. Połączenie historii sztuki z narracją wojenną tworzy interesującą przestrzeń interpretacyjną. Autorka potrafi także budować sugestywne sceny. Opisy renesansowego dworu mają w sobie malarską miękkość – jakby światło spływało na nie z płótna.

Ciekawym zabiegiem jest także zestawienie analogicznych postaci z różnych epok. Dzięki temu powieść zyskuje strukturę przypominającą symetryczną kompozycję obrazu.

Słabsze strony

Jednocześnie książka nie jest wolna od niedoskonałości.

Narracja bywa przegadana. Niektóre fragmenty sprawiają wrażenie rozwlekłych, jakby autorka zbyt długo zatrzymywała pędzel w jednym miejscu płótna. Momentami pojawia się monotonia, zwłaszcza w partiach, które koncentrują się na szczegółowych opisach wydarzeń bez wyraźnego napięcia dramaturgicznego.

Podsumowanie

Nocny portret to powieść, która próbuje połączyć historię sztuki z dramatem XX wieku. Jej konstrukcja przypomina wielowarstwowy obraz, w którym renesansowa elegancja spotyka się z mrokiem wojny.

Najważniejszą rolę odgrywa w niej portret Cecilii Gallerani – dzieło, które spaja losy bohaterów i epok.

Choć książka niekiedy traci tempo, pozostaje interesującą próbą literackiego zmierzenia się z pytaniem o miejsce sztuki w świecie przemocy. W tej opowieści obraz nie jest tylko przedmiotem. Jest świadkiem historii – cichym, lecz niezwykle trwałym. A ludzkie losy, choć często dramatyczne i kruche, odbijają się w nim jak światło na powierzchni starego, renesansowego werniksu.


środa, 4 marca 2026

Między cieniem a przepaścią. O konstrukcji winy i pamięci w „W cieniu Babiej Góry” Ireny Małysy

Powieść kryminalna osadzona w konkretnej topografii zawsze niesie ze sobą podwójne zobowiązanie: musi przekonująco poprowadzić intrygę oraz nadać przestrzeni znaczenie wykraczające poza funkcję dekoracyjną. W przypadku „W cieniu Babiej Góry” Ireny Małysy (wyd. Mova) przestrzeń nie jest jedynie tłem wydarzeń, lecz aktywnym uczestnikiem fabuły. Beskidy – z ich surowością, zmiennością pogody i wymagającymi szlakami – stają się metaforą świata przedstawionego: świata, w którym każdy krok może prowadzić ku odkryciu, ale też ku przepaści. 


Autorka rozpoczyna swój cykl od wyrazistego wprowadzenia głównej bohaterki. Baśka Zajda, policjantka powracająca do rodzinnej Zawoi po nieudanym epizodzie zawodowym w Krakowie, nie jest figurą triumfalnego powrotu. Jej powrót ma charakter defensywny. W Krakowie pracowała jako funkcjonariuszka policji, jednak zabójstwo partnera, którego sprawca nigdy nie został skazany – na trwałe ją naznaczyła. Śledztwo nie zakończyło się jednoznacznym rozstrzygnięciem, a nierozliczona zbrodnia ciąży nad nią jak nisko zawieszona chmura nad granią. Ta trauma nie zostaje potraktowana jako jednorazowy epizod biograficzny, lecz jako fundament psychologicznej konstrukcji postaci.

Baśka wraca do Zawoi, miejsca, w którym wszystko wydaje się bliższe i bardziej przejrzyste, a zarazem bardziej uwikłane. W małej społeczności pamięć nie wygasa szybko – krąży między ludźmi, utrwala się w opowieściach i potrafi przetrwać całe pokolenia, a relacje nie podlegają łatwemu zerwaniu. Zawoja, Markowe Szczawiny, Polica – to nie są nazwy użyte dla geograficznej wiarygodności, lecz elementy mapy mentalnej bohaterów. Babia Góra, najsłynniejszy i najbardziej wymagający szczyt Beskidów, symbolizuje tu zarówno fizyczne wyzwanie, jak i moralny ciężar decyzji.

Wydarzeniem inicjującym współczesną warstwę fabularną jest wyprawa „Baby na Babią”. Z pozoru niewinny wypad grupy kobiet w góry szybko ujawnia sieć napięć towarzyskich i emocjonalnych. Wśród uczestniczek znajduje się Iza – córka posła, przyszła synowa lokalnego biznesmena. Jej planowane małżeństwo ma wymiar nie tylko prywatny, lecz także symboliczny: łączy wpływy polityczne z ekonomicznymi. W tej konfiguracji pojawia się Artur – dawny chłopak Izy i niespełniona miłość Baśki. Relacje między nimi są napięte, niedopowiedziane, obciążone historią.

Morderstwo, do którego dochodzi pod Babią Górą, ma charakter wstrząsu tektonicznego. Nie jest to zbrodnia „lokalna” w znaczeniu zasięgu oddziaływania. Informacja rozchodzi się błyskawicznie, przyciąga uwagę mediów, prywatnych detektywów, osób poszukujących sensacji. Autorka trafnie oddaje mechanizm medialnej amplifikacji: tragedia jednostki zostaje przekształcona w publiczny spektakl. W tej sytuacji Baśka prowadzi śledztwo pod presją nie tylko przełożonych, lecz także opinii publicznej. Każde jej działanie może zostać poddane ocenie, każda decyzja – zakwestionowana.

Konstrukcja powieści opiera się na dwóch wyraźnych planach czasowych. Współczesne śledztwo splata się z retrospekcją sięgającą kwietnia 1969 roku, kiedy na północnym stoku Policy rozbił się samolot. Katastrofa lotnicza, w której zginęli wszyscy pasażerowie i członkowie załogi, stanowi historyczny punkt ciężkości narracji. Autorka rekonstruuje losy rodziny Andrzeja Stanacha, pokazując, jak jedna decyzja jego ojca staje się początkiem wieloletniego fatum. W tej perspektywie katastrofa nie jest wyłącznie tragicznym zdarzeniem losowym, lecz momentem, który redefiniuje relacje rodzinne i społeczne.


Zestawienie obu płaszczyzn czasowych pełni funkcję nie tylko narracyjną, lecz także interpretacyjną. Przeszłość i teraźniejszość funkcjonują jak dwa stoki tej samej góry: z pozoru oddzielne, lecz połączone wspólnym masywem. Autorka sugeruje, że zbrodnie współczesne nie rodzą się w próżni; są efektem długiego procesu, którego korzenie sięgają wcześniejszych pokoleń. W tym sensie powieść podejmuje problem dziedziczenia winy i konsekwencji decyzji podejmowanych w sytuacjach granicznych.

Druga zbrodnia – odnalezienie poszatkowanych przez maszynę zwłok mężczyzny – intensyfikuje narrację. Jej brutalność kontrastuje z początkową, górską scenerią wyprawy kobiet. Pojawia się pytanie o powiązanie obu morderstw. Czy są elementem jednego planu? Czy łączy je wspólny motyw? Baśka próbuje uporządkować materiał dowodowy, jakby układała skomplikowaną mapę szlaków, z których każdy może prowadzić w inną stronę.

Warstwa proceduralna została przedstawiona w sposób wyważony. Policja wykonuje rzetelną pracę, a autorka unika nadmiernego epatowania detalami. Napięcie budowane jest raczej poprzez stopniowe odsłanianie zależności i motywacji niż poprzez gwałtowne zwroty akcji. W tym sensie „W cieniu Babiej Góry” wpisuje się w nurt kryminału psychologiczno-społecznego, w którym najważniejsze są relacje między ludźmi.

Szczególnie interesująco przedstawiona została góralska społeczność. Autorka nie idealizuje jej ani nie redukuje do folklorystycznego stereotypu. Pokazuje mentalność mieszkańców Zawoi – ich przywiązanie do ziemi, poczucie dumy, ale także kompleksy i ambicje. W tej społeczności obowiązuje wyraźna hierarchia. Sieć zależności, zarówno rodzinnych, jak i ekonomicznych, nie rwie się wraz z upływem czasu, lecz rozrasta, obejmując kolejne pokolenia. Ciemne interesy półświatka, lokalne układy, nieformalne zobowiązania – wszystko to tworzy strukturę, w której jednostka może łatwo zostać zmarginalizowana.

Baśka jako bohaterka jest osadzona w tej strukturze, a zarazem wobec niej zdystansowana. Powrót z Krakowa czyni ją kimś pomiędzy – ani w pełni „stąd”, ani całkowicie „z zewnątrz”. To pozycja niejednoznaczna, ale literacko nośna. Jej osobista przeszłość zaczyna coraz wyraźniej rezonować z prowadzonym śledztwem. Historia zdaje się zahaczać o jej własne doświadczenia, jakby granica między sprawą zawodową a życiem prywatnym była jedynie umowna.

W powieści wyraźnie wybrzmiewa przekonanie, że przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Wkracza w teraźniejszość w najmniej oczekiwanym momencie, często pod postacią konsekwencji dawnej decyzji. Jedna chwila słabości, jeden akt odwagi, jedno zaniechanie – wszystko to może determinować całe życie. Autorka nie formułuje moralizatorskich tez, lecz poprzez konstrukcję fabuły ukazuje, że nie istnieją wybory wolne od kosztów.

Na uwagę zasługują również portrety drugoplanowych postaci. Iza nie jest jedynie „córką posła” czy narzeczoną wpływowego mężczyzny. Jej ambicje i lęki zostały zarysowane w sposób przekonujący. Artur funkcjonuje jako figura niespełnionej przeszłości, ale nie zostaje zredukowany do roli romantycznego dodatku. Postacie te współtworzą gęstą sieć relacji, która stanowi jeden z najmocniejszych elementów powieści.

Styl Ireny Małysy jest oszczędny, lecz sugestywny. Opisy gór nie przybierają patetycznej formy; raczej oddają ich wymagający charakter. Babia Góra nie jest romantycznym symbolem wzniosłości, lecz realnym, trudnym szczytem. Podobnie skonstruowana jest intryga – wymaga od czytelnika uwagi, cierpliwości, gotowości do łączenia faktów.

„W cieniu Babiej Góry” realizuje wyznaczniki gatunku kryminalnego: zbrodnia, śledztwo, napięcie, rozwiązanie zagadki. Jednocześnie wykracza poza prostą intrygę, proponując refleksję nad mechanizmami społecznej pamięci i odpowiedzialności. To powieść o tym, że świat dla jednostki słabej, odciętej od korzeni, nie jest bezpieczny; że obowiązuje w nim prawo silniejszego, choć nie zawsze w oczywistej formie. 


Nie jest to kryminał oparty na efektownych efektach fabularnych. Jego siła tkwi w konsekwentnej konstrukcji, w równomiernie rozłożonym napięciu i w umiejętnym spleceniu dwóch planów czasowych. Jako pierwszy tom cyklu stanowi solidny fundament pod dalsze części. Otwiera wiele wątków, zapowiada rozwój postaci, pozostawia przestrzeń na pogłębienie relacji i konfliktów.

Ostatecznie „W cieniu Babiej Góry” można odczytać jako opowieść o cieniu – cieniu góry, przeszłości, decyzji. Cień nie zawsze oznacza mrok; bywa także przestrzenią, w której widać wyraźniej kontury rzeczywistości. Autorka pokazuje, że aby zrozumieć teraźniejszość, trzeba spojrzeć wstecz, nawet jeśli widok nie będzie komfortowy. To kryminał solidny, przemyślany, osadzony w konkretnej przestrzeni i społeczności, który z powodzeniem łączy intrygę z analizą psychologiczną i społeczną.


niedziela, 1 marca 2026

Dom, który pamięta za nas

Kiedy zamknęłam ostatnią stronę powieści „Warmiński ogród wspomnień” Małgorzaty Mikos, miałam wrażenie, że wracam z miejsca, w którym czas płynie inaczej – wolniej, ciszej, jakby z namysłem. Nie dlatego, że nic się tam nie dzieje, przeciwnie. Dzieje się bardzo dużo, tylko wszystko odbywa się pod powierzchnią: w spojrzeniach, w zawahaniach, w niedopowiedzianych zdaniach i w przedmiotach, które pamiętają więcej niż ludzie. Ta historia rozgrywa się na Warmii, w małej miejscowości, do której Lena wraca po latach. Wraca nie jako triumfatorka, lecz jako ktoś, kto musi podnieść się z kolan.


Zostawiła za sobą Warszawę – miasto, które miało być spełnieniem marzeń, a okazało się tylko przystankiem. Straciła pracę, zakończyła związek, a w wielkim mieście czeka na nią już tylko przyjaciółka. To niewiele, kiedy grunt usuwa się spod nóg. Powrót do rodzinnego domu nie jest sentymentalną wycieczką ani spontaniczną decyzją. To raczej akt odwagi wymieszany z poczuciem winy. Lena ma na koncie kilka nieusprawiedliwionych nieobecności – nie było jej wtedy, kiedy powinna być. Nie wiemy dokładnie dlaczego. Czy uciekała przed odpowiedzialnością? Czy przerażała ją choroba i przemijanie? Czy pociągnął ją zew wielkiego świata, obietnica czegoś „więcej”? Autorka nie daje jasnych odpowiedzi, a ja – jako czytelniczka – czułam, że ta luka jest celowa. Bo przecież często sami nie potrafimy wskazać jednej przyczyny własnych błędów.

Dom, do którego Lena wraca, nie jest tylko budynkiem. To równorzędny bohater. Piękny, zadbany, przesiąknięty historią aż po fundamenty. Od chwili, gdy mama i babcia odeszły, nic się w nim nie zmieniło. Ubrania wiszą w szafach, jakby ktoś miał je jutro założyć. Na stoliku leży książka z zakładką zatrzymaną na niedoczytanej stronie. W kuchni stoją filiżanki, które pamiętają ciepło dłoni. Nawet zapach nie zdążył wywietrzeć. To dom zatrzymany w pół oddechu.

Lena planuje go sprzedać. Taki był pierwotny zamiar – uporządkować formalności, spakować wspomnienia w kartony i wrócić do Warszawy. Zamknąć ten rozdział raz na zawsze. Ale każda rzecz, której dotyka, otwiera kolejną furtkę do przeszłości. Porządkowanie rzeczy po bliskich okazuje się czymś więcej niż sprzątaniem – to bolesne rozsupływanie nici, które łączą ją z tym miejscem. Każda sukienka babci, każdy przepis zapisany odręcznym pismem babci, każda fotografia staje się ciężarem i jednocześnie kotwicą.

W domu Lena odkrywa stare listy. To one stają się cichą wskazówką, prowadzącą ją przez labirynt niedopowiedzeń. Nie są spektakularnym zwrotem akcji ani sensacyjną tajemnicą. Raczej subtelnym szeptem przeszłości, który pozwala spojrzeć na wydarzenia z innej perspektywy. Dzięki nim Lena zaczyna rozumieć nie tylko swoje bliskie, lecz także siebie. Odkrywanie tych listów ma w sobie coś z archeologii – warstwa po warstwie odsłania się to, co było ukryte pod kurzem lat.

Powrót do rodzinnej miejscowości to także powrót do ludzi. Społeczność przyjmuje Lenę z otwartymi ramionami. Jakby nikt nie miał jej za złe nieobecności. Jakby wszyscy czekali. Festyn, wspólne rozmowy, serdeczne powitania – wszystko to tworzy atmosferę niemal idealną. Bywało, że czytając te fragmenty, miałam wrażenie lekkiego niedowierzania. Czy mała społeczność rzeczywiście potrafi być aż tak wyrozumiała? Czy przeszłość tak łatwo wybacza? Dla mnie momentami było to zbyt wygładzone, zbyt utopijne. Życie rzadko bywa tak łaskawe.

Czeka na nią również Jan – młodzieńcza miłość, która przez lata nie potrafiła się w nim zabliźnić. On także żyje wspomnieniami i nadzieją. Ich relacja odradza się powoli; raczej jak ogień pod popiołem. Wspólne zbieranie owoców w sadzie, grzybobranie, rodzinne obiady – te sceny mają w sobie ciepło letniego popołudnia i smak kompotu z wiśni. Rodzina Jana przyjmuje Lenę jak swoją. To piękne, ale znów – niemal zbyt doskonałe.

Od chwili powrotu życie Leny zaczyna przypominać pasmo sukcesów. Otrzymuje propozycję idealnej pracy: dobrze płatnej, ciekawej, zdalnej – takiej, o jakiej wielu marzy. Relacje się zacieśniają, wspomnienia łagodnieją, poczucie winy powoli traci ostrość. I tu właśnie pojawia się mój ambiwalentny odbiór. Z jednej strony ta książka jest jak ciepły koc – otula, koi, daje nadzieję. Pokazuje, że można zacząć od nowa, że przeszłość nie musi być wyrokiem. Z drugiej – momentami miałam wrażenie, że autorka zbyt hojnie rozdaje szczęśliwe zbiegi okoliczności. Jakby życie Leny po powrocie do domu stało się niemal nieprzerwanym ciągiem dobrych zdarzeń.

Fabuła wykorzystuje bardzo popularny wzorzec: dom po babci, powrót do korzeni, stara miłość i nowe życie. We współczesnej literaturze obyczajowej to motyw niemal wszechobecny. I choć jest w nim coś kojącego, coś, co działa na czytelnika jak powrót do znanej melodii, to jednak trudno nie zauważyć jego powtarzalności. Dla mnie ta historia bywała chwilami zbyt idealna, zbyt wygładzona, jakby rzeczywistość została przefiltrowana przez nostalgiczny filtr.


A jednak – mimo tych zastrzeżeń – nie potrafię jej nie lubić. Bo jest w niej ciepło, które nie udaje. Jest tęsknota, która nie jest teatralna. Jest próba zmierzenia się z pytaniem: czy można sobie wybaczyć? Lena musi w końcu podjąć decyzję. Czy sprzeda dom i wróci do Warszawy? Czy zostanie, zaakceptuje swoje korzenie i przestanie uciekać? Najważniejsze starcie nie toczy się między wielkim miastem a małą miejscowością. Ono rozgrywa się w niej samej.

Ta książka daje wiarę w lepsze jutro. Nie w sposób nachalny, lecz cichy, jak światło lampki w oknie. Pokazuje, że nawet jeśli przegapiliśmy ważne chwile, nawet jeśli popełniliśmy błędy, możemy spróbować uporządkować własne emocje i odnaleźć odpowiedź na pytanie, kim jesteśmy. Styl jest bardzo dobrze dopasowany do tematyki – spokojny, obrazowy, momentami liryczny, ale nieprzesadzony. Opisy domu są jak obrazy malowane miękkim pędzlem.

Czy zdołałam uwierzyć w pełni w tę historię? Nie zawsze. Czy dała mi ukojenie? Zdecydowanie tak. To powieść dla tych, którzy są na swoim życiowym zakręcie, którzy czują ciężar niewypowiedzianych słów i niespełnionych obowiązków. Dla tych, którzy zastanawiają się, czy można jeszcze zawrócić z drogi i wybrać inaczej.

Zostaję z obrazem domu, który czekał. I z pytaniem, które autorka zostawia między wierszami: czy
największą odwagą nie jest czasem zatrzymać się tam, skąd kiedyś uciekliśmy?


Przekroczyć Rubikon. Gdzie kończy się to, co znamy?

  Ile człowiek jest w stanie unieść, zanim jego dotychczasowy świat zacznie pękać? Co dzieje się z nami, kiedy wydarzenia z przeszłości nie ...